piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 16

Jack usiadł razem z Ally na kanapie, Trish i ja na oparciach, a Dez przy stole. Ja zająłem miejsce koło naszego gościa, aby móc go od razu udusić, jak szatynka znów się popłacze.
- Więc... - popędzał Dez podirytowany. Ale kto wtedy nie był.
- Ally. - chłopak złapał ją za ręce, ale ona je szybko cofnęła. - Chciałem cię przeprosić. Zachowałem się jak kretyn. Zasługujesz na kogoś lepszego. Tylko, że ja uznałem, że tobie będzie lepiej, gdy się rozstaniemy. Nie będziesz tak tęsknić i zapomnisz. O mnie, o nas, o tym co między nami było. - tłumaczył.
- Ale nie lepiej o tym porozmawiać, a dopiero potem działać. Dla każdego byłoby lepiej i nie wylałabym tyle łez. Brakowało mi ciebie i... Nadal brakuje. - dziewczyna znów miała łzy w oczach, ale tym razem nie były ze smutku, czy strachu. Były spowodowane bezradnością. Szkoda mi jej. Chcąc zamieszkać tu zostawiła wszystko, co miała. Rodzinę, przyjaciół, miłość. Dlatego nigdy nie była do końca szczęśliwa. - Nawet nie wiesz jak. Wszystkiego. Ciebie, mamy, Gaby' a, Taylor, i bliźniaków. Gdyby nie Dez, Trish i Austin ciągnęłabym teraz na tabletkach anty depresyjnych. Zostawiłeś mnie, gdy cię potrzebowałam najbardziej. Najpierw przestałeś pisać, później dzwonić, a w końcu... - chłopak siedział ze zwieszoną głową i nic nie mówił.
- Dziesięć minut minęło. - powiedziałem w końcu. - Chyba wiesz gdzie są drzwi.
- Tak. - odetchnął ciężko - Mam nadzieję, że dobrze się nią zaopiekujesz.
- Nie martw się. Ally jest w dobrych rękach. - powiedziałem, a raczej syknąłem przez zęby sztucznie się uśmiechając.
- Jack! Zaczekaj. - wrzasnęła szatynka. - Kiedy wracasz do LA?
- Za tydzień. 
- Jak chcesz, to... Ewentualnie możemy się spotkać, żeby wszystko dokładnie omówić. Wyszło by nam to na dobre. - zaproponowała z nadzieją.
- Chętnie. - chłopak ucałował ją w policzek i wyszedł.
Wróciliśmy  do salonu. Ally włączyła telewizor i usiadła na kanapie jakby nigdy nic.
- Wszystko ok? - zmartwiła się Trish.
- Nie martw się. On nie jest tego wart. - odezwał się Dez. Wcześniej dość długo milczał.
- Ej. Wszystko dobrze. Naprawdę. - nie wiem po co i nie wiem na co, ale ona potrafi tak grać w nieskończoność. Wyglądała na wesołą, ale tak na prawdę pod tą maską krył się smutek i przygnębienie.

* Ally *
Bezradność wzięła nade mną górę. Wyszłam z salonu i pobiegłam na górę trzaskając drzwiami. Przyjaźń. To słowo ma w sobie tyle energii i entuzjazmu, że gdy człowiek jej doświadcza jest zdolny przenosić góry. W moim przypadku jest tak samo. Gdyby nie przyjaciele siedziałabym całe dnie na kanapie zamknięta w sobie. Czasem trzeba jednak odpocząć nawet od niej.
 Siedziałam oparta o drzwi i cicho płakałam. 
- Chodźcie. Ona potrzebuje trochę spokoju. - usłyszałam Trish. 
" Kochana. Zawsze wie, kiedy odpuścić" pomyślałam. 
 Ciągle opierałam się o drzwi i szlochałam. Melancholia, żal, złość. To wszystko kotłowało we mnie i nie pozwalało zapomnieć o Jack' u. O dobrych i złych momentach. O chwilach spędzonych razem. O naszym pierwszym spotkaniu i rozstaniu. Po prostu o wszystkim. Tyle łez wylałam i tyle sił straciłam w walce ze samą sobą. Dlaczego to wszystko nie może ze mnie wyfrunąć? Ulecieć gdzieś w dal, jak najdalej ode mnie. Roztopić się jak śnieg na wiosnę i nie wrócić. Już nigdy. Mam teraz ochotę wtulić się w sukienkę mamy i wypłakać w nią wszystkie łzy. Może nie zawsze mogłam na nią liczyć, ale teraz to jej najbardziej potrzebowałam.
 Postanowiłam włączyć komputer i skontaktować się z nią przez video - chat. 
- Hej mamuń. - powiedziałam ospale.
- Cześć córeczko. - odezwała się swoim melodyjnym i opiekuńczym głosem.
- Muszę z tobą porozmawiać. - opowiedziałam jej o wszystkim co się nie dawno wydarzyło.
- Skarbie. Ja nie chcę nic mówić, ale Taylor cię uprzedzała, że tak będzie.
 Taylor to moja przyjaciółka. Mieszkała kiedyś w teraźniejszym domu Moonów. Jeszcze przed moją przeprowadzką. Los chciał, że miesiąc po tym, jak osadziłyśmy się z mamą w LA mama Taylor została przeniesiona na tą samą dzielnicę, na której znajduje się mój dom.
- Wiem. Ona od zawsze miała co do niego wątpliwości.
- Tylko ona...
- Ok. Bliźniaki i Jess też.  - uśmiechnęłam się. Bliźniaki - Brad i Brady, są moimi najlepszymi przyjaciółmi. Razem z Taylor grają w zespole. Poznaliśmy się w szkole. Trochę standardowe spotkanie, ale i tak jest co wspominać. Wielka przyjaźń. A zaczęła się tak niewinnie. Robiliśmy razem projekt na muzykę, później graliśmy w jednym przedstawieniu, zaczęłyśmy przysiadać się z Taylor do stolika chłopaków, aż w końcu staliśmy się nierozłączni.
 Jess natomiast jest moją kuzynką. Pracuje w NY jako niańka. Fajnie, nie. Pojechała zrobić karierę, a została zajmować się rozwydrzonymi dzieciakami byłej supermodelki i reżysera. 
- Ally! - ktoś krzyczał zza okna. Tym kimś był Austin.
- Co ty tu robisz? - zapytałam otwierając okno.
- Martwiłem się o ciebie. Nie dajesz żadnego znaku życia. - odparł stając akurat przed kamerką.
- Dzień dobry. - zawołała moja mama.
- Dzieeeń doooobry. - przeciągnął zawstydzony Austin.
- Ty pewnie jesteś Austin, tak? Ally dużo mi o tobie opowiadała. - jak powie, co o nim mówiłam, to słowo daję, że nie ujdzie z życiem.
- A pani jest siostrą Ally? Nic mi nie mówiła, że ma rodzeństwo. - o matko. Jaki on słodki. Wie, jak zrobić na dziewczynie dobre wrażenie.
- Nie. To moja mama. - powiedziałam przewracając oczami. 
- Miałaś rację słonko. Na prawdę jest uroczy. - nie, no zaraz zwariuję!
- Mamo! - jęknęłam poprzez zaciśnięte zęby.
- Szkoda, że nigdy mi tego nie powiedziałaś. Miałbym się czym w szkole chwalić. - powiedział żartobliwie Austin.
- Bo byś nie miał. - powiedziałam stanowczo.
- Serio? - zapytał przybliżając się do mnie.
- Jak myślisz, że n ciebie lecę, to się grubo mylisz. Mnie jakoś nie ruszają samoopalacze i rozjaśniacz do włosów. - spojrzałam mu w oczy, które były zaledwie kilka centymetrów od mojej twarzy.
- Khy, khy - zakasłała moja mama. - Przepraszam, że przerwę wam te amory, ale mam za chwilkę dyżur w szpitalu i muszę się spieszyć. - momentalnie od siebie odskoczyliśmy i oblaliśmy się niemałym rumieńcem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz