BUZIACZKI :*
sobota, 6 grudnia 2014
Blog oficjalnie odwieszony!!!!
Oficjalnie odwieszam bloga. Od teraz jednak prócz mnie pisać będzie jeszcze KingaR5er. Przywitajcie ją cieplutko. Mam nadzieję, że dam radę jakoś z dwoma blogami, ale teraz ledwo co na tym drugim mam czas coś naskrobać, więc nie liczcie na częste rozdziały. Będę się starać i mam nadzieję, że zostaniecie z nami.
Rozdział 20
Po kilku próbach ocucenia brunetki, Austin denerwował się już.
- Nosz cholera jasne! Obudź się kobieto!!! - złapał ją za ramiona i potrząsnął nią solidnie. Podziałało!? Podniosła swoje powieki i przemówiła:
- Co ja tu robię ?! O! Już wiem! Zemdlałam Austinowi na kolanach, bo usłyszałam ze w ramach przeprosin dostaje 4 bilety na koncert PERFECT'U. Dziwny sen co nie?!- spytała, a wszyscy popatrzyli na nią jak na UFO. - No co?!
- Bo bo... To co pppp....powiedzialas.... Tttooo.... Ttoo prawda! - krzyknął wspomniany w monologu Ally blondyn
- Nnnnn-nnaa-pppprwdę? - zapytała zdruzgotana i znów zaczęła mdleć.
- O nie! Drugi raz nie będę cię budził przez pół godziny moja droga! Co to, to nie! - wrzasnął, przez co szatynka odzyskała świadomość. Gdy tylko zrozumiała, ile kłopotu przysporzyła przyjaciołom oblała się obfitym rumieńcem, który mizernie próbowała zamaskować gąszczem włosów.
- Nie chowaj rumieńców. Słodko w nich wyglądasz - szepnął Austin do Ally.
- Tak sadzisz? - również szept. Tym razem ze strony Ally.
- Tak, słodziutka. - odparł blondyn, po czy zostawił różowy ślad na policzku Ally. Tak. Pocałował ją.
Te dwa tygodnie dłużyły się czwórce przyjaciół niemiłosiernie. W końcu nadszedł dzień koncertu.
Tego dnia w pokoju szatynki panował niemały harmider. Od samego rana po pokoju latały różnego rodzaju szpilki, sukienki, cienie do powiek, lokówki i inne rzeczy, bez których Ally nie wyszła by z domu. Zlustrowała dokładnie swoją szafę.
- Tak myślałam, że cię tu jeszcze mam. - uśmiechnęła się sama do siebie gładząc delikatny materiał sukienki. Do niej dobrała buty z ćwiekami i dodatki.
Podczas, gdy dziewczyna dokonywała ostatnich poprawek w swoim i tak już doskonałym stroju po domu rozległ się dźwięk dzwonka.
- Ja otworzę! - krzyknęła szatynka uprzedzając tatę.
- Hejka. - przywitała się Trish, a chłopcy jej zawtórowali.
- Chcecie coś do picia? - zapytała Ally wpuszczając wszystkich do holu.
- Ja poproszę. - odezwał się Austin.
- My nie będziemy już zdejmować butów, więc idźcie sami. - oznajmiła czarnowłosa, a rudzielec przytaknął.
- Wody? - zapytała szatynka, a chłopak pokiwał tylko głową na tak. Dziewczyna wyjęła z szafki butelkę z wodą gazowaną i postawiła ją na ladzie. Następnie próbowała zdjąć z osączarki kubek. Wspięła się na palce, ale nawet to nie pomagało jej osiągnąć zamierzonej wysokości.
- Pomogę ci. - odezwał się blondyn i stanął za dziewczyną. Wziął do ręki kubek i opuścił wzrok na osobę, która teraz była przyciskana przez jego ciało do blatu.
Oboje wpatrywali się w siebie, a z ich twarzy zniknął uśmiech. Patrzyli sobie prosto w oczy próbując je przejrzeć. Nie liczyło się dla nich nic więcej, tylko to, co dzieje się tu i teraz. Czas jakby stanął w miejscu, nawet ścienny zegar zdawał się już nie tykać. Ich twarze zaczęły się do siebie przybliżać aż w końcu osiągnęły minimalną odległość między sobą. Blondyn spojrzał na usta Ally. Ona poszła w jego ślady i również patrzyła na jego wargi. W pewnym momencie poczuła jak je delikatnie muska. Tak. Pocałowała go. A może to on to zrobił? Nie ważne. Dla nich liczyło się tylko to, że byli teraz ze sobą. Pocałunek niczym dotyk róży - delikatny i niepewny. Jednak dla ich obojga znaczył więcej, niż tysiąc słów.
Coś niestety musiało przerwać tą wspaniałą chwilę. A mianowicie trzask potłuczonego szkła. Szkła szklanki, którą trzymał Austin. Oboje odskoczyli od siebie jak oparzeni.
- Emmmm..... - krępującą ciszę pomiędzy nimi przerwała Trish, która właśnie weszła do kuchni. - Musimy się zbierać.
- Już idziemy. - odpowiedział Austin za ich obojga, po czym pociągnął zaszokowaną szatynkę za nadgarstek w stronę werandy.
*****
Podczas trwania koncertu Austin chciał być jak najbliżej Ally. Ona jednak starała się go unikać. Tak minął im cały support. W końcu jednak przyszedł czas na zespół. Światła reflektorów skupiły się w jednym miejscu na scenie, gdzie zza mgły wyłoniła się trójka nastolatków. Allly wzruszona widokiem przyjaciół w swoim żywiole zapomniała o Bożym świecie. Austin natomiast widząc zielone światełko splótł ich dłonie i przybliżył się do dziewczyny.
- Musimy na chwilkę iść. Dez zgubił portfel, musimy to zgłosić. - odezwała się czarnowłosa i razem z przyjacielem zniknęła w tłumie piszczących nastolatków. blondyn wzruszył ramionami i postanowił działać dalej. Stanął za nieobecną dziewczyną i wtulił się w nią od tyłu. Poczuł, jak jej ciało rozluźnia się i wraca z krainy marzeń.
- Jesteś słodka, jak się zamyślasz. - wyszeptał jej muskając przy tym delikatnie jej ucho.
Dziewczyna natomiast znów się napięła. Oboje coś tej chwili zrozumieli. To co ich łączy, to nie jest zwykła przyjaźń.
- A teraz zapraszam na scenę nasza przyjaciółkę - Ally Dawson- powiedziała Taylor. Ally zaszokowały słowa wokalistki i niepewnie odkleiła się od chłopaka i podeszła pod scenę. Bliźniaki pomogli jej na nią wejść i po chwili cała czwórka błyszczała na estradzie.
- A teraz nasz stary numer. Co praw cover, ale to od niego zaczęła się nasz kariera. - krzyknęła Taylor i podała mikrofon Ally, a ta zaczęła niepewnie śpiewać. Ally w piosenkę wkładała cale swoje ogromne serduszko, a przyjaciele brunetki mieli łzy w oczach. Łzy szczęścia, bo widzieli swoja przyjaciółkę wreszcie szczęśliwą.
Dziewczyna tak zatraciła się w muzyce, że nie zauważyła, jak pewna kobieta przystanęła nieopodal sceny. Wysoka, dobrze zbudowana, z lekka przy kości szatynka. Ally była zbyt zajęta muzyką, przyjaciółmi, słowami piosenki, że nie zwracała uwagi na nikogo. Na koncercie PERFECT'U było na oko 2500 osób. Ally nie zdawała sobie sprawy ze wśród tylu osób wypatrzy ta jedna. Ta jedna osoba wstrząsnęła Ally. Muzyka ucichła a wszyscy zgromadzeni zaczęli bić brawa i wiwatować. Taylor pociągnęła Ally za scenę, a po chwili do dziewczyn dołączyli Bliźniacy.
- Ally!!! - cala trojka przytuliła przyjaciółkę. Ally musiała się popłakać. Z dwóch powodów. Pierwszy- wspaniali przyjaciele. Drugi - jej muzyka. . Brady poszedł na scenę po gitarę i zobaczył pod nią trzy osoby, które jako jedyne nie opuściły sali po skończonym już koncercie.
* Brady *
Blondyn, dziewczyna o czarnych włosach i rudy chłopak. Blondyn podszedl do mnie.
- Hej jestem Austin. Szukam przyjaciółki. Moze wiesz gdzie jest?? Niskiego wzrostu, ok. 160 cm, brunetka, ma na imie Ally.
- Oni są z tobą? - spytałem
- Tak.- odpowiedziała szatynka wychylając głowę zza kulis.
- Chodźcie-powiedziałem i poszli za mną za scenę.
- Nosz cholera jasne! Obudź się kobieto!!! - złapał ją za ramiona i potrząsnął nią solidnie. Podziałało!? Podniosła swoje powieki i przemówiła:
- Co ja tu robię ?! O! Już wiem! Zemdlałam Austinowi na kolanach, bo usłyszałam ze w ramach przeprosin dostaje 4 bilety na koncert PERFECT'U. Dziwny sen co nie?!- spytała, a wszyscy popatrzyli na nią jak na UFO. - No co?!
- Bo bo... To co pppp....powiedzialas.... Tttooo.... Ttoo prawda! - krzyknął wspomniany w monologu Ally blondyn
- Nnnnn-nnaa-pppprwdę? - zapytała zdruzgotana i znów zaczęła mdleć.
- O nie! Drugi raz nie będę cię budził przez pół godziny moja droga! Co to, to nie! - wrzasnął, przez co szatynka odzyskała świadomość. Gdy tylko zrozumiała, ile kłopotu przysporzyła przyjaciołom oblała się obfitym rumieńcem, który mizernie próbowała zamaskować gąszczem włosów.
- Nie chowaj rumieńców. Słodko w nich wyglądasz - szepnął Austin do Ally.
- Tak sadzisz? - również szept. Tym razem ze strony Ally.
- Tak, słodziutka. - odparł blondyn, po czy zostawił różowy ślad na policzku Ally. Tak. Pocałował ją.
Te dwa tygodnie dłużyły się czwórce przyjaciół niemiłosiernie. W końcu nadszedł dzień koncertu.
Tego dnia w pokoju szatynki panował niemały harmider. Od samego rana po pokoju latały różnego rodzaju szpilki, sukienki, cienie do powiek, lokówki i inne rzeczy, bez których Ally nie wyszła by z domu. Zlustrowała dokładnie swoją szafę.
- Tak myślałam, że cię tu jeszcze mam. - uśmiechnęła się sama do siebie gładząc delikatny materiał sukienki. Do niej dobrała buty z ćwiekami i dodatki.
Podczas, gdy dziewczyna dokonywała ostatnich poprawek w swoim i tak już doskonałym stroju po domu rozległ się dźwięk dzwonka.
- Ja otworzę! - krzyknęła szatynka uprzedzając tatę.
- Hejka. - przywitała się Trish, a chłopcy jej zawtórowali.
- Chcecie coś do picia? - zapytała Ally wpuszczając wszystkich do holu.
- Ja poproszę. - odezwał się Austin.
- My nie będziemy już zdejmować butów, więc idźcie sami. - oznajmiła czarnowłosa, a rudzielec przytaknął.
- Wody? - zapytała szatynka, a chłopak pokiwał tylko głową na tak. Dziewczyna wyjęła z szafki butelkę z wodą gazowaną i postawiła ją na ladzie. Następnie próbowała zdjąć z osączarki kubek. Wspięła się na palce, ale nawet to nie pomagało jej osiągnąć zamierzonej wysokości.
- Pomogę ci. - odezwał się blondyn i stanął za dziewczyną. Wziął do ręki kubek i opuścił wzrok na osobę, która teraz była przyciskana przez jego ciało do blatu.
Oboje wpatrywali się w siebie, a z ich twarzy zniknął uśmiech. Patrzyli sobie prosto w oczy próbując je przejrzeć. Nie liczyło się dla nich nic więcej, tylko to, co dzieje się tu i teraz. Czas jakby stanął w miejscu, nawet ścienny zegar zdawał się już nie tykać. Ich twarze zaczęły się do siebie przybliżać aż w końcu osiągnęły minimalną odległość między sobą. Blondyn spojrzał na usta Ally. Ona poszła w jego ślady i również patrzyła na jego wargi. W pewnym momencie poczuła jak je delikatnie muska. Tak. Pocałowała go. A może to on to zrobił? Nie ważne. Dla nich liczyło się tylko to, że byli teraz ze sobą. Pocałunek niczym dotyk róży - delikatny i niepewny. Jednak dla ich obojga znaczył więcej, niż tysiąc słów.
Coś niestety musiało przerwać tą wspaniałą chwilę. A mianowicie trzask potłuczonego szkła. Szkła szklanki, którą trzymał Austin. Oboje odskoczyli od siebie jak oparzeni.
- Emmmm..... - krępującą ciszę pomiędzy nimi przerwała Trish, która właśnie weszła do kuchni. - Musimy się zbierać.
- Już idziemy. - odpowiedział Austin za ich obojga, po czym pociągnął zaszokowaną szatynkę za nadgarstek w stronę werandy.
*****
Podczas trwania koncertu Austin chciał być jak najbliżej Ally. Ona jednak starała się go unikać. Tak minął im cały support. W końcu jednak przyszedł czas na zespół. Światła reflektorów skupiły się w jednym miejscu na scenie, gdzie zza mgły wyłoniła się trójka nastolatków. Allly wzruszona widokiem przyjaciół w swoim żywiole zapomniała o Bożym świecie. Austin natomiast widząc zielone światełko splótł ich dłonie i przybliżył się do dziewczyny.
- Musimy na chwilkę iść. Dez zgubił portfel, musimy to zgłosić. - odezwała się czarnowłosa i razem z przyjacielem zniknęła w tłumie piszczących nastolatków. blondyn wzruszył ramionami i postanowił działać dalej. Stanął za nieobecną dziewczyną i wtulił się w nią od tyłu. Poczuł, jak jej ciało rozluźnia się i wraca z krainy marzeń.
- Jesteś słodka, jak się zamyślasz. - wyszeptał jej muskając przy tym delikatnie jej ucho.
- A teraz zapraszam na scenę nasza przyjaciółkę - Ally Dawson- powiedziała Taylor. Ally zaszokowały słowa wokalistki i niepewnie odkleiła się od chłopaka i podeszła pod scenę. Bliźniaki pomogli jej na nią wejść i po chwili cała czwórka błyszczała na estradzie.
- A teraz nasz stary numer. Co praw cover, ale to od niego zaczęła się nasz kariera. - krzyknęła Taylor i podała mikrofon Ally, a ta zaczęła niepewnie śpiewać. Ally w piosenkę wkładała cale swoje ogromne serduszko, a przyjaciele brunetki mieli łzy w oczach. Łzy szczęścia, bo widzieli swoja przyjaciółkę wreszcie szczęśliwą.
Dziewczyna tak zatraciła się w muzyce, że nie zauważyła, jak pewna kobieta przystanęła nieopodal sceny. Wysoka, dobrze zbudowana, z lekka przy kości szatynka. Ally była zbyt zajęta muzyką, przyjaciółmi, słowami piosenki, że nie zwracała uwagi na nikogo. Na koncercie PERFECT'U było na oko 2500 osób. Ally nie zdawała sobie sprawy ze wśród tylu osób wypatrzy ta jedna. Ta jedna osoba wstrząsnęła Ally. Muzyka ucichła a wszyscy zgromadzeni zaczęli bić brawa i wiwatować. Taylor pociągnęła Ally za scenę, a po chwili do dziewczyn dołączyli Bliźniacy.
- Ally!!! - cala trojka przytuliła przyjaciółkę. Ally musiała się popłakać. Z dwóch powodów. Pierwszy- wspaniali przyjaciele. Drugi - jej muzyka. . Brady poszedł na scenę po gitarę i zobaczył pod nią trzy osoby, które jako jedyne nie opuściły sali po skończonym już koncercie.
* Brady *
Blondyn, dziewczyna o czarnych włosach i rudy chłopak. Blondyn podszedl do mnie.
- Hej jestem Austin. Szukam przyjaciółki. Moze wiesz gdzie jest?? Niskiego wzrostu, ok. 160 cm, brunetka, ma na imie Ally.
- Oni są z tobą? - spytałem
- Tak.- odpowiedziała szatynka wychylając głowę zza kulis.
- Chodźcie-powiedziałem i poszli za mną za scenę.
Zobaczyliśmy tam Ally i Taylor przytulające się do siebie.
- Ekhem-odchrzaknela czarnowlosa
- Trish? - zdziwila sie Ally, nagle na jej twarzy pojawil sie szeroki usmiech
- A ty co tutaj takiego banana strzelasz, co?? - spytała Tay.
- Boooo... Jestem z najlepszymi przyjaciółmi na świecie. Taylor, Brad, Brady. Poznajcie Austina, Deza i Trish. Austin, Trish, Dez. Poznajcie PERFECT.
- Milo nam was poznać - powiedziały w tym samym czasie Trish i Tay. Ja i chłopcy zaczęlismy się śmiać, a Trish i Taylor się przytuliły.
- Trish? - zdziwila sie Ally, nagle na jej twarzy pojawil sie szeroki usmiech
- A ty co tutaj takiego banana strzelasz, co?? - spytała Tay.
- Boooo... Jestem z najlepszymi przyjaciółmi na świecie. Taylor, Brad, Brady. Poznajcie Austina, Deza i Trish. Austin, Trish, Dez. Poznajcie PERFECT.
- Milo nam was poznać - powiedziały w tym samym czasie Trish i Tay. Ja i chłopcy zaczęlismy się śmiać, a Trish i Taylor się przytuliły.
- To ten gościu tulił się do Ally? - zapytał szeptem mój brat.
- Tak. trzeb go będzie dokładnie przesłuchać. - odszeptałem, a na naszych twarzach zawitał szyderczy uśmieszek.
- Tooooo... może dla lepszego poznania siebie pójdziemy gdzieś na lody, co? - zaproponował blon... Austin. Tak lepiej. W końcu znam imię osoby, która przez cały koncert tuliła Ally.
- Jasne! - krzyknęli wszyscy włącznie ze mną. Jak wszyscy, to i ja. Co nie?
- Dobra. Austin, idźcie wszyscy do Phila ok? Zaraz tam przyjdę. Musze jeszcze coś załatwić. - powiedziała Ally.
- Jasne. Tylko przyjdź! - powiedział Austin i przytulił Ally. Brunetka poszła w swoja stronę, a my zaczęlismy rozmowę z blondynem. Przesłuchanie czas zacząć!
* Ally *
- Jasne! - krzyknęli wszyscy włącznie ze mną. Jak wszyscy, to i ja. Co nie?
- Dobra. Austin, idźcie wszyscy do Phila ok? Zaraz tam przyjdę. Musze jeszcze coś załatwić. - powiedziała Ally.
- Jasne. Tylko przyjdź! - powiedział Austin i przytulił Ally. Brunetka poszła w swoja stronę, a my zaczęlismy rozmowę z blondynem. Przesłuchanie czas zacząć!
* Ally *
Po koncercie w zatoce. Treść tego liściku cały czas chodziła mi po głowie. Rozpoznałam pismo bez problemu. Wiem, że to on Musze ja znaleźć i przekonać się tylko, czy to naprawdę ona. Jeśli tak to już po mnie. Jak to słyszała....?! Już nie żyje jeśli to ona. Pójdę bliżej oceanu.
- Ally-usłyszałam znajomy, kobiecy głos. To musi byc ona!! Gwałtownie odwróciłam się i podbiegłam do niej. Wtuliłam sie w jej ramiona. Tak bardzo mi tego brakowało.
- Kocham cię - powiedziałyśmy w tym samym momencie.
- Jak ty pięknie śpiewasz. Wybacz że sądziłam inaczej - powiedziała bawiąc się końcówkami moich włosów.
- Dziękuję mamuś i wybaczam.- tak. To. Moja. MAMA!!! Rozumiecie?? Słyszała jak śpiewam, widziała to i może w końcu pozwoli? - A skoro już jesteśmy w tym temacie. Czyli ze mogę już śpiewać?- spytałam z nadzieją. Milczała. Widocznie rozważała " za i przeciw "
- Kochanie. - czyli nie. Super. - Gabe już dawno poruszył ten temat. W sumie, to od razu po twoim wyjeździe i... Przyjął cię do wytwórni! - czyli tak! TAK!!!!!
- Dziękuję- przytuliłam ją najmocniej jak umiałam.
- Dobra dobra. Leć do tego swojego blond-kochasia i go przytul. Wiedziałam że przyjdziesz na koncert Taylor i Bliźniaków. A poza tym to zostaje tutaj na miesiąc, bo mam pomagać w szpitalu, a do tego jeszcze się opiekować panią Moon.- wyznała.
- Czekaj. Panią Moon? - zdziwiłam się
- Tak, a czemu pytasz. Znasz j?- spytała.
- Znam? To mało powiedziane. To mama Austina i ciocia Stelli. Pamietasz Stell ? - spytałam z nadzieja
- Tej Stelli? - pokiwałam ochoczo głową - Wow. Jaki ten świat jest mały. Nieprawdaż?- spytała
- Oczywiście- uśmiechnęłam się
- Dobra. Jakoś się zdzwonimy, co nie? - spytała, a raczej oznajmiła.
- Jasne.-przytuliłyśmy się na pożegnanie i każda z nas poszła w swoją stronę. Przy okazji weszłam do domu Moon'ow i razem ze Stellą ruszyłyśmy do lodziarni naszego znajomego - Phila. Sam lokal przytulnie urządzony. W środku było słychać przeróżne śmiechy. Pod oknem siedziała grupka przyjaciół. Od razu rozpoznałyśmy te czupryny. Stell podeszła do Tay i jej zakryła oczy.
- Ally-usłyszałam znajomy, kobiecy głos. To musi byc ona!! Gwałtownie odwróciłam się i podbiegłam do niej. Wtuliłam sie w jej ramiona. Tak bardzo mi tego brakowało.
- Kocham cię - powiedziałyśmy w tym samym momencie.
- Jak ty pięknie śpiewasz. Wybacz że sądziłam inaczej - powiedziała bawiąc się końcówkami moich włosów.
- Dziękuję mamuś i wybaczam.- tak. To. Moja. MAMA!!! Rozumiecie?? Słyszała jak śpiewam, widziała to i może w końcu pozwoli? - A skoro już jesteśmy w tym temacie. Czyli ze mogę już śpiewać?- spytałam z nadzieją. Milczała. Widocznie rozważała " za i przeciw "
- Kochanie. - czyli nie. Super. - Gabe już dawno poruszył ten temat. W sumie, to od razu po twoim wyjeździe i... Przyjął cię do wytwórni! - czyli tak! TAK!!!!!
- Dziękuję- przytuliłam ją najmocniej jak umiałam.
- Dobra dobra. Leć do tego swojego blond-kochasia i go przytul. Wiedziałam że przyjdziesz na koncert Taylor i Bliźniaków. A poza tym to zostaje tutaj na miesiąc, bo mam pomagać w szpitalu, a do tego jeszcze się opiekować panią Moon.- wyznała.
- Czekaj. Panią Moon? - zdziwiłam się
- Tak, a czemu pytasz. Znasz j?- spytała.
- Znam? To mało powiedziane. To mama Austina i ciocia Stelli. Pamietasz Stell ? - spytałam z nadzieja
- Tej Stelli? - pokiwałam ochoczo głową - Wow. Jaki ten świat jest mały. Nieprawdaż?- spytała
- Oczywiście- uśmiechnęłam się
- Dobra. Jakoś się zdzwonimy, co nie? - spytała, a raczej oznajmiła.
- Jasne.-przytuliłyśmy się na pożegnanie i każda z nas poszła w swoją stronę. Przy okazji weszłam do domu Moon'ow i razem ze Stellą ruszyłyśmy do lodziarni naszego znajomego - Phila. Sam lokal przytulnie urządzony. W środku było słychać przeróżne śmiechy. Pod oknem siedziała grupka przyjaciół. Od razu rozpoznałyśmy te czupryny. Stell podeszła do Tay i jej zakryła oczy.
* Narrator *
- Zgadnij kto to?- zachichotała Stell
- Hmmmmm... Stella?- spytała Taylor
- Skąd wiedziałaś? - spytała Ally.
- po Pierwsze. Zawsze miala takie cieplusie ręce. Po Drugie. Chłopcy przestali gadać. A co?- spytała Taylor
- Nic nic. Zgadnijcie kogo spotkałam.-powiedziała Ally.
- Ally- wspomniana brunetka odwróciła się w stronę dochodzącego głosu. Była to jej mama
- Hej mamuś. - powiedział a, a Penny uśmiechnęła się uroczo i podeszła do grupki nstolatków. Przyjaciele Ally jak jeden mąż powiedzieli " dzień dobry " i się głośno zaśmiali.
- Co pani tutaj robi? - spytała Taylor
- Przyjechałam na miesiąc do Miami, bo będę pomagać ginekologom z Miami i przy okazji mam zobaczyć co u pani Moon.-powiedziała Penny,
- A co z moją mamą - zmartwił się blondyn.
- Nic. Spokojnie. Mam zobaczyć czy ciąża przebiega w dobrym stopniu i czy nic się nie dzieje, wiec spokojnie.-odpowiedziała kobieta
- Ufffff...-odsapnął Austin
- Ally, mogłabym cię prosić na chwileczkę? - Taylor spytała brunetkę.
- Jasne. - odrzekła i obie udały się na bok.
- Hmmmmm... Stella?- spytała Taylor
- Skąd wiedziałaś? - spytała Ally.
- po Pierwsze. Zawsze miala takie cieplusie ręce. Po Drugie. Chłopcy przestali gadać. A co?- spytała Taylor
- Nic nic. Zgadnijcie kogo spotkałam.-powiedziała Ally.
- Ally- wspomniana brunetka odwróciła się w stronę dochodzącego głosu. Była to jej mama
- Hej mamuś. - powiedział a, a Penny uśmiechnęła się uroczo i podeszła do grupki nstolatków. Przyjaciele Ally jak jeden mąż powiedzieli " dzień dobry " i się głośno zaśmiali.
- Co pani tutaj robi? - spytała Taylor
- Przyjechałam na miesiąc do Miami, bo będę pomagać ginekologom z Miami i przy okazji mam zobaczyć co u pani Moon.-powiedziała Penny,
- A co z moją mamą - zmartwił się blondyn.
- Nic. Spokojnie. Mam zobaczyć czy ciąża przebiega w dobrym stopniu i czy nic się nie dzieje, wiec spokojnie.-odpowiedziała kobieta
- Ufffff...-odsapnął Austin
- Ally, mogłabym cię prosić na chwileczkę? - Taylor spytała brunetkę.
- Jasne. - odrzekła i obie udały się na bok.
- Ty zakochańcu jeden! Czemu mi nie powiedziałaś?! - zapytała szeptem zdenerwowana Tay.
- O czym?! - szatynka postanowiła udawać, że nie ma pojęcia o co jej chodzi. Jednak w głębi duszy wiedziała, że ta rozmowa i tak by się kiedyś odbyła.
- O tym, co łączy ciebie i Austina. Podoba ci się? - spojrzała na nią podejrzliwie.
- Co? Phi! Nie! Phi!
- Mnie nie oszukasz. Dobrze wiem, co tu się kroi. - odparła blondynka z triumfem i pociągnęła przyjaciółkę w stronę reszty.
~*~*~*~*~*~*~
Hejka kochani!
Tu Diamond! Kinga niestety nie miała jak wstawić rozdziału, więc robię to ja. Mimo to jednak jest to jej dzieło, a ja po prostu z deka podkoloryzowałam :) Mam nadzieję, że mnie nie zabije.
Ja z rozdziału jestem zadowolona. Kiss to był mój pomysł. Podoba wam się? Dobra, ja lecę pisać oficjalnego posta, a wy się cieszcie gifem:
piątek, 21 listopada 2014
Rozdiał 19
NOTKA OD WSPÓŁAUTORKI :)
* ALLY *
Jak miło znów zobaczyć Stellę. Tak bardzo za nią tęskniłam. Dziwię się dlaczego jej nie poznałam. Może obcięła włosy, ale niedużo. Może z dziesięć centymetrów. Iz tego, co widzę to zaczęła nosić szkła kontaktowe zamiast okularów. OMG, do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Moja kochaniutka Stella, moja kochana, najukochańsza przyjaciółka jest siostrą mojego przyjaciela. Matko. Jaki ten świat jest mały. Tą uroczą blondynkę znam od siedmiu lat. Jesteśmy, przepraszam. Byłyśmy sąsiadkami. Obie kochamy muzykę i obie mamy do niej ograniczony dostęp. Na dodatek nasi rodzice chcą, żebyśmy zostały wielkimi paniami doktor. Kilka miesięcy po naszym spotkaniu zostałyśmy przyjaciółkami. Ale nie my same. Taylor jest dla nas równie ważna jak dla mnie Stella i vice versa. Do tego dochodzą również blizniaki. Nasza paczka była najbardziej popularna wśród całego Beverly. Nazywali nas perfekcyjną piątką i od tego pochodzi nazwa zespołu: " PERFECT . Blondi od razu miała rozmowę z rodzicami. Potem wyjechała do Włoch i kontakt nam się urwał i ślad po niej zaginął.
- Ojczym też - syknęła Ally niekontrolowanie
- Jak to ojczym też? - zdziwił się Mark - Ty masz ojczyma?
- Taaak? - bardziej spytała niż stwierdziła Ally
- Tak czy nie? - zdziwił się Mark - Twoja mama...
- Tak... I moja mama... Owszem, jest świetnym ginekologiem, lecz nie znam takiej osoby, która by lubiła tak ten zawód jak moja mama, ale to przecież przez Davida jestem tutaj ( David to ojczym Ally - Kinga:) ). I wcale tego nie żałuje. - powiedziała dziewczyna
- WOW -powiedzieli w tym samym czasie przyjaciele Ally ( Austin, Dez, Trish, Stella, itp. )
- Ally z tego co slyszę to dość dużo przeszłaś - tym razem głos zabrała ciocia Ausina posyłając przy tym współczujący uśmiech Ally, a Ally uśmiech ten odwzajemniła.
- Nie tak dużo - zaśmiała się Ally
- Jak ty się jeszcze trzymasz po takim czymś? Hmmmm? - spytał brunetkę Austin
- Jkoś leci, bo mam tutaj trójkę najlepszych przyjaciół na których mogę liczyć w każdej chwili. - powiedziała Ally a wspomniana trójka się szeroko uśmiechnęła
- Teraz zapraszam wszystkich do mojego pokoju. Zagram Wam to, co przygotowałem na konkurs - zaproponował Austin i wszyscy wstali od stołu i poszli w kierunku pokoju blondyna.
- Stella? Mogę cię prosić na chwilkę? - spytała niepewnie Ally
- Jasne - zgodziła się. Punkt dla mnie. - O co chodzi?
- O ciebie. - krótko, zwięzle i na temat - Co ty taka przygnębiona, co? - spytała brunetka
- Nooo, bo mam problemy sercowe i nie mam komu się wyżalić - wyznała blondyna
- Mi możesz to powiedzieć. W końcu nadal jesteśmy pryjaciółkami, prawda? - ta tylko pokiwała głową na TAK - Dobra opowiadaj.
- Chodzi o to, że...
* tymczasem w pokoju Austina *
- Piosenka nazywa się Superheroes* - powiedział blondyn i zaczął śpiewać
- WOW synku jaki ty masz talent - pochwaliła blondyna mama - sam to pisałeś?
- Nie. Ally napisała większość, a ja jej w tym... - i w tym momencie ktoś mu przerwał, a tym ktosiem była Stella.
- Przeszkadzałeś !!!- zaśmiała się blondynka.
- NIEPRAWDA!! POMAGAŁ/EM !!! - Austin i Ally krzyknęli w tym samym momencie i krótko się zaśmiali
- No dobra, wierzymy. Ally, ty masz naprawdę wielki talent - podchwycił wujek blondyna - muszę to powiedzieć Twojej mamie.
- Proszę tylko nie mamie! Zdenerwuje się! Ja to wiem! Nie może dowiedzieć się, że wróciłam do muzyki! - krzyczała Ally
- Hej Ally. Spokojnie - Austinuspokajał próbował uspokoić Ally,a brunetka tylko wtuliła się w jego tors i płakała - nic się jeszcze nie stało.
- No właśnie, JESZCZE!!! krzyczała brunetka
- Tak! Dokładnie! JESZCZE!!! - tym razem była to Trish, która broniła przyjaciółkę, a z pomieszczenia zwanego " pokojem Austina " wyszli wszyscy oprócz Austina, Ally, Deza i Trish
- A co ma piernik do wiatraka? - zdziwił się rudzielec
- Austin. Austin! AUSTIN!!! Puszczaj Ally. - krzyczeli jeden przez drugiego ( Trish i Dez )
- Nie. Owszem, Ally jest naszą, podkreślam naszą przyjaciółką, ale jak chce się wypłakać, to do tego służy jej moja koszulka lub ja, taki mamy już układ - zakończył swój wywód blondy, a Trish i Dez mieli kopary do ziemi - hej Ally, wake up - mówił Austin, lecz Ally nie odzywała się
- Oho, zasnęła - powiedział Dez?!
- Chodz Dez, Austin się nią zajmie - powiedziała czarnowłosa i pociągnęła rudego do wyjścia, a w pokoju został tylko Austin ze śpiącą dziewczną.
- Co ja z tobą mam? - spytał jakby sam siebie? i delikatnie położył brunetkę na łóżku i wyszedł z pokoju
- Hej Austiś! Gdzie masz Ally? - spytała ciocia blondyna
- Śpi u mnie w pokoju a co? - odpowiedział blondyn
- Bo chciałem ją przeprosić. - powiedział Mark
- Przeprosić? A za co? - spytał zdziwiony blondyn
- Za mój wybuch i chciałem w ramach przeprosin dać jej te cztery bilety na koncert jakiegoś zespołu, który ma zagrać za tydzień
- Jaki to zespół - spytał blondyn
- Chyba PERFECT - odpowiedział Mark
- Perfect, perfect, perfect. PERFECT?! - zdziwiła się Stella - ten PERFECT?!
- Stell nie krzycz tak, bo obudzisz Ally - upomniał ją Austin
- Sorki, ale to było przez przypadek - najlepsze wytłumaczenie - przez przypadek. Nagle do pokoju weszła zapana Ally i usiadła Austinowi na kolanach i coś mówiła lecz tego bełkotu nikt nie rozumiał
- Ally - głos zabrał Mark- chciałem cię przeprosić za moje zachowanie wobec Ciebie i w ramach przeprosin daję Ci 4 bilety na koncert, który odbędzie się za 2 tygodnie.
- A czyj to koncert?! - spytała brunetka
- PERFECT'U - krzyknęła Stella, a Ally zemdlała Austinowi na kolanach
HEJ!!! Jestem tu nowa i po raz pierwszy dodaję rozział trochę krótki i bez sensu ale jakoś ujdzie.
Teraz cuś o mnie.
MAM NA IMIĘ KINGA, Uwielbiam A&A, R5, siostry Marano itp. ale NIENAWIDZĘ 1D czy jak to sie tam pisze
mam 13 lat i jestem świrnięta XD
Razem z Diamond postanowiłyśmy wznowić bloga więc o to wyżej ( czyt. rozdział ) się nie martwić:) jakoś damy radę
pozdrawiam - Kinga
do napisania:)
* ALLY *
Jak miło znów zobaczyć Stellę. Tak bardzo za nią tęskniłam. Dziwię się dlaczego jej nie poznałam. Może obcięła włosy, ale niedużo. Może z dziesięć centymetrów. Iz tego, co widzę to zaczęła nosić szkła kontaktowe zamiast okularów. OMG, do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Moja kochaniutka Stella, moja kochana, najukochańsza przyjaciółka jest siostrą mojego przyjaciela. Matko. Jaki ten świat jest mały. Tą uroczą blondynkę znam od siedmiu lat. Jesteśmy, przepraszam. Byłyśmy sąsiadkami. Obie kochamy muzykę i obie mamy do niej ograniczony dostęp. Na dodatek nasi rodzice chcą, żebyśmy zostały wielkimi paniami doktor. Kilka miesięcy po naszym spotkaniu zostałyśmy przyjaciółkami. Ale nie my same. Taylor jest dla nas równie ważna jak dla mnie Stella i vice versa. Do tego dochodzą również blizniaki. Nasza paczka była najbardziej popularna wśród całego Beverly. Nazywali nas perfekcyjną piątką i od tego pochodzi nazwa zespołu: " PERFECT . Blondi od razu miała rozmowę z rodzicami. Potem wyjechała do Włoch i kontakt nam się urwał i ślad po niej zaginął.
- Ojczym też - syknęła Ally niekontrolowanie
- Jak to ojczym też? - zdziwił się Mark - Ty masz ojczyma?
- Taaak? - bardziej spytała niż stwierdziła Ally
- Tak czy nie? - zdziwił się Mark - Twoja mama...
- Tak... I moja mama... Owszem, jest świetnym ginekologiem, lecz nie znam takiej osoby, która by lubiła tak ten zawód jak moja mama, ale to przecież przez Davida jestem tutaj ( David to ojczym Ally - Kinga:) ). I wcale tego nie żałuje. - powiedziała dziewczyna
- WOW -powiedzieli w tym samym czasie przyjaciele Ally ( Austin, Dez, Trish, Stella, itp. )
- Ally z tego co slyszę to dość dużo przeszłaś - tym razem głos zabrała ciocia Ausina posyłając przy tym współczujący uśmiech Ally, a Ally uśmiech ten odwzajemniła.
- Nie tak dużo - zaśmiała się Ally
- Jak ty się jeszcze trzymasz po takim czymś? Hmmmm? - spytał brunetkę Austin
- Jkoś leci, bo mam tutaj trójkę najlepszych przyjaciół na których mogę liczyć w każdej chwili. - powiedziała Ally a wspomniana trójka się szeroko uśmiechnęła
- Teraz zapraszam wszystkich do mojego pokoju. Zagram Wam to, co przygotowałem na konkurs - zaproponował Austin i wszyscy wstali od stołu i poszli w kierunku pokoju blondyna.
- Stella? Mogę cię prosić na chwilkę? - spytała niepewnie Ally
- Jasne - zgodziła się. Punkt dla mnie. - O co chodzi?
- O ciebie. - krótko, zwięzle i na temat - Co ty taka przygnębiona, co? - spytała brunetka
- Nooo, bo mam problemy sercowe i nie mam komu się wyżalić - wyznała blondyna
- Mi możesz to powiedzieć. W końcu nadal jesteśmy pryjaciółkami, prawda? - ta tylko pokiwała głową na TAK - Dobra opowiadaj.
- Chodzi o to, że...
* tymczasem w pokoju Austina *
- Piosenka nazywa się Superheroes* - powiedział blondyn i zaczął śpiewać
- WOW synku jaki ty masz talent - pochwaliła blondyna mama - sam to pisałeś?
- Nie. Ally napisała większość, a ja jej w tym... - i w tym momencie ktoś mu przerwał, a tym ktosiem była Stella.
- Przeszkadzałeś !!!- zaśmiała się blondynka.
- NIEPRAWDA!! POMAGAŁ/EM !!! - Austin i Ally krzyknęli w tym samym momencie i krótko się zaśmiali
- No dobra, wierzymy. Ally, ty masz naprawdę wielki talent - podchwycił wujek blondyna - muszę to powiedzieć Twojej mamie.
- Proszę tylko nie mamie! Zdenerwuje się! Ja to wiem! Nie może dowiedzieć się, że wróciłam do muzyki! - krzyczała Ally
- Hej Ally. Spokojnie - Austin
- No właśnie, JESZCZE!!! krzyczała brunetka
- Tak! Dokładnie! JESZCZE!!! - tym razem była to Trish, która broniła przyjaciółkę, a z pomieszczenia zwanego " pokojem Austina " wyszli wszyscy oprócz Austina, Ally, Deza i Trish
- A co ma piernik do wiatraka? - zdziwił się rudzielec
- Austin. Austin! AUSTIN!!! Puszczaj Ally. - krzyczeli jeden przez drugiego ( Trish i Dez )
- Nie. Owszem, Ally jest naszą, podkreślam naszą przyjaciółką, ale jak chce się wypłakać, to do tego służy jej moja koszulka lub ja, taki mamy już układ - zakończył swój wywód blondy, a Trish i Dez mieli kopary do ziemi - hej Ally, wake up - mówił Austin, lecz Ally nie odzywała się
- Oho, zasnęła - powiedział Dez?!
- Chodz Dez, Austin się nią zajmie - powiedziała czarnowłosa i pociągnęła rudego do wyjścia, a w pokoju został tylko Austin ze śpiącą dziewczną.
- Co ja z tobą mam? - spytał jakby sam siebie? i delikatnie położył brunetkę na łóżku i wyszedł z pokoju
- Hej Austiś! Gdzie masz Ally? - spytała ciocia blondyna
- Śpi u mnie w pokoju a co? - odpowiedział blondyn
- Bo chciałem ją przeprosić. - powiedział Mark
- Przeprosić? A za co? - spytał zdziwiony blondyn
- Za mój wybuch i chciałem w ramach przeprosin dać jej te cztery bilety na koncert jakiegoś zespołu, który ma zagrać za tydzień
- Jaki to zespół - spytał blondyn
- Chyba PERFECT - odpowiedział Mark
- Perfect, perfect, perfect. PERFECT?! - zdziwiła się Stella - ten PERFECT?!
- Stell nie krzycz tak, bo obudzisz Ally - upomniał ją Austin
- Sorki, ale to było przez przypadek - najlepsze wytłumaczenie - przez przypadek. Nagle do pokoju weszła zapana Ally i usiadła Austinowi na kolanach i coś mówiła lecz tego bełkotu nikt nie rozumiał
- Ally - głos zabrał Mark- chciałem cię przeprosić za moje zachowanie wobec Ciebie i w ramach przeprosin daję Ci 4 bilety na koncert, który odbędzie się za 2 tygodnie.
- A czyj to koncert?! - spytała brunetka
- PERFECT'U - krzyknęła Stella, a Ally zemdlała Austinowi na kolanach
HEJ!!! Jestem tu nowa i po raz pierwszy dodaję rozział trochę krótki i bez sensu ale jakoś ujdzie.
Teraz cuś o mnie.
MAM NA IMIĘ KINGA, Uwielbiam A&A, R5, siostry Marano itp. ale NIENAWIDZĘ 1D czy jak to sie tam pisze
mam 13 lat i jestem świrnięta XD
Razem z Diamond postanowiłyśmy wznowić bloga więc o to wyżej ( czyt. rozdział ) się nie martwić:) jakoś damy radę
pozdrawiam - Kinga
do napisania:)
sobota, 8 listopada 2014
Żegnam....
Hej. Mam nadzieję, że zrozumiecie, ale nie potrafię już wrócić do pisania tego bloga. Zawsze, gdy zaczynam coś skrobać to czuję, że to nie to... Przepraszam, ale będę musiała usunąć bloga. Postaram się napisać jako takie zakończenie i oczywiście epilog, ale nie obiecuję. Jeśli ktoś tu jeszcze w ogóle wchodzi, to niech da mi znać. Teraz skupiam się na pisaniu drugiego bloga, na który serdecznie zapraszam ;) .
Troszkę smutno mi to obić, bo to jednak mój pierwszy blog i w ogóle, ale czasami po prostu trzeba. Nie umiem już po prostu dokończyć tą historię. Najmocniej was przepraszam.
Może teraz napiszę epilog? Tak, tak zrobię. Przepraszam, bo pewnie wolelibyście, abym coś tak jeszcze napisała, ale przepraszam. Epilog będzie smutny i trochę wesoły....
Troszkę smutno mi to obić, bo to jednak mój pierwszy blog i w ogóle, ale czasami po prostu trzeba. Nie umiem już po prostu dokończyć tą historię. Najmocniej was przepraszam.
Może teraz napiszę epilog? Tak, tak zrobię. Przepraszam, bo pewnie wolelibyście, abym coś tak jeszcze napisała, ale przepraszam. Epilog będzie smutny i trochę wesoły....
niedziela, 14 września 2014
Nowy wygląd
Siemanko. Jak pewnie zauważyliście blog wygląda inaczej. Tak, tak. Zmieniłam troszkę jego szatę graficzną, bo uważam, że przedtem był nieciekawy. Sorki, ale nie wracam do pisania. Za mało komentarzy. Jeśli czytacie, to piszcie, pliss. Pozdrowionka.
piątek, 12 września 2014
nowy blog
Sieeeeemmmmmmaaaaaaa. Tu ja. Ale nie wracam na razie do pisania. Przynajmniej nie do tego. Założyłam nowego bloga, a linka macie tu: http://pamietnik-laury-marano.blogspot.com/ No, nie wiem czy tego będę pisała dalej, ale czas pokaże. Wielkie dzięki za komentarze. jak je zobaczyłam to się nie mogłam przestać uśmiechać. Miłego czytania.
Ps.: Wystrój tego nowego bloga chyba nieco ładniejszy.
Ps.: Wystrój tego nowego bloga chyba nieco ładniejszy.
piątek, 1 sierpnia 2014
Zawieszam Bloga
Zawieszam bloga na jakiś czas. Wydaje mi się, że nikt go nie czyta, więc zrobię sobie małą przerwę. Proszę, komentujcie, jeśli wam sie podoba. To na prawdę motywujące.
wtorek, 15 lipca 2014
Rozdział 18
* Austin *
Po tym jak wróciłem do pokoju włączyłem komputer i zalogowałem się na facebook'u.
Chciałem z kimś porozmawiać, bo nie bardzo miałem ochotę schodzić do rodziców. Już przy śniadaniu dziwnie się zachowywali.
Zdziwiłem się nieco, gdy okazało się, że jedyną dostępną osobą jest Kira Star, która chodzi razem ze mną do jednej klasy. Ocho. Już to widzę. Po naszej ostatniej kłótni... Już chyba wolę zejść do salonu i obejrzeć jakąś głupią komedię słuchając przy tym rodziców, którzy naiwnie myślą, że nie wiem, że coś przede mną ukrywają.
- Cześć Austin. - za późno. Kira już napisała do mnie na czacie.
- Cześć. Co u ciebie? - pierwsze koty za płoty. Ja mnie ochrzani, to przynajmniej nie będę musiał wysłuchiwać, że się nią już w ogóle nie interesuje.
- Kiedyś nie musiałeś o to pytać. - nosz kurde. Co ja miałem niby zrobić, kiedy się okazało że ona się we mnie podkochuje? Serio, próbowałem jej siebie obrzydzić, nawet chciałem się zmusić do tego, aby mi się zaczęła podobać, ale nic. Po prostu była dla mnie zwykłą KOLEŻANKĄ.
- Kira. Dobrze wiesz, że nie chciałem ci robić przykrości. - za pierwszym razem się zdenerwowała, ciekawe co będzie teraz.
Czekałem pięć, później kolejne pięć, później jeszcze dziesięć minut,ale dziewczyna siedziała cicho. Dopiero po dwudziestu minutach znów pojawił się wpis, którego nadawcą była Kira.
- Ok.Może trochę mnie poniosło. Chciałeś dobrze. - i znów dymek przy jej nazwisku stał się czerwony.
Kolegowaliśmy się się kiedyś. Nie tak dawno. Może... pół roku temu? Nie wiem. Kira była na prawdę fajna. Lubiłem ją, bo jako jedyna dziewczyna nie chciała mnie poderwać. Nie byliśmy przyjaciółmi. Po prostu... Trudno to wytłumaczyć. Po jakimś czasie Kira zaczęła się dziwnie zachowywać. Nie tolerowała moich dziewczyn ,robiła się chorobliwie zazdrosna i takie tam. I wyszło na jaw, że się we mnie podkochuje. Mimo moich setek planów nie odkochała się, ani ja nie zakochałem. Porozmawialiśmy na poważnie i uznaliśmy, że lepiej jak po prostu zerwiemy ze sobą jakikolwiek kontakt. Kira strasznie z tego powodu cierpiała. Chyba przeżywa do tej pory. Gdy pojawiłem się z Ally w drzwiach pierwszego ( a raczej drugiego, licząc rozpoczęcie) dnia szkoły spojrzała na mnie smutno.
Schodząc na dół usłyszałem śmiechy i poczułem zapach pieczonego kurczaka. Przy stole siedzieli moi rodzice i ciocia Adele z dziećmi ( od aut.: Zapomniałam ich wpisać w rodzinie Austina, ale obiecuję, że to uzupełnię ). Ciocia Adele to siostra taty i w sumie jedyna nasza bliższa rodzina. Jej mąż - wujek Mark jest ginekologiem. Mają trójkę dzieci: dwunastoletnią Charlie, czteroletniego Oscara i dziewiętnastoletnią Stellę. Mieszkają w Los Angeles, więc rzadko się widujemy. Ich dom leży na Beverly Hills. Na brak pieniędzy nie narzekają. Wuj nieźle zarabia.
- Ciocia, Wujek! -zawołałem uradowany i szybko zbiegłem ze schodów.
- Cześć Austiś! - ciocia męczy mnie tą ksywką już od szesnastu lat. Ale nie powiem. Przyjęła się w trybie natychmiastowym.
- Cześć ciociu. - ucałowałem ją w policzek.
- Cześć Austin. - powiedział wujek i przybił mi piątkę.
- Cześć młody. - poczochrałem Oscara, który przylepił mi się do nogi. - Charlie. Wyglądasz ślicznie. - zwróciłem się do dwunastoletniej, zbyt wysokiej jak na swój wiek blondi. Ten kolor w naszej rodzinie jest dziedziczny. Tylko wujek mark się wyróżnia.
Usiadłem przy stole nieopodal milczącej do tej pory Stell.
- Cześć.
- Cześć. Przepraszam cię. Mam problemy miłosne. - szepnęła mi na ucho.
- Mamuń. Co to za okazja? - zapytałem.
- Powiemy wam później. Teraz dzwoń po przyjaciół. Traktujemy ich jak członków rodziny, a to jest spotkanie rodzinne.
Jak powiedziała tak zrobiłem. Moi przyjaciele mieli być za dziesięć minut. I dokładnie tyle na nich czekaliśmy. Pierwszy przyszedł Dez, którego cała rodzina dobrze znała i lubiła. Później przybyła Trish, znana do tej pory tylko moim rodzicom. Najdłużej musieliśmy czekać na ulubienice mojej mamy, czyli Allyson.
Gdy wszyscy, prócz szatynki siedzieliśmy przy stole ktoś zapukał do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - powiedziałem.
- Cześć. - powiedziała Ally w przedpokoju zdejmując buty i ucałowała mnie w policzek.
- Ile można na ciebie czekać?! - zapytałem, ale patrząc po jej ubraniu wiedziałem, że jak przystało na dziewczynę przeszukiwała szafę pół godziny.
- To twoja rodzina. Muszę jakoś wyglądać. - wyjaśniła, jakby to było oczywiste.
- Proszę cię. Mają cię polubić za to, jaka jesteś, a nie za twoje ciuchy.Ale wyglądasz ślicznie.
Weszliśmy do salonu i podeszliśmy do stołu.
- Chwila. - powiedziała wolno Stell. - Ty masz na imię Ally, tak?
- Tak.
- Mieszkasz na Beverly Hills?
- Mieszkałam. - odpowiedziała nieco zmieszana.
- Co?! Mieszkałaś na Beverly Hills. Przecież tam mieszkają milionerzy! - zawołałem zdenerwowany.
- to ty nie wiedziałeś? - zapytał Dez - Przecież sama nam mówiła, że jest przyjaciółką
" Perfect' u ". Na pewno ją zatrudnili i teraz zarabia googlyliony.
- Dez. Nie ma takiej liczby jak googlylion. Jest gazylion,który jest tak ogromny, że nie nie da się tyle zarabiać. - odezwała się Ally.
- Twoja głupota mnie przeraża. - powiedziała Trish.
- Nie ważne. Tak Austin. Mieszkałam w Beverly Hills, ale nie jestem milionerką. Nie noszę się tak jak te niektóre laleczki, co myślą, że przez całe życie będą spały na kasie. Przecież mnie znasz. To, gdzie się wychowałam nie powinno cię obchodzić. - powiedziała Ally.
- Dobra. Niech ci będzie.
- Przepraszam, ale skąd wiesz, gdzie mieszkałam. - szatynka zwróciła się do Stelly.
- Nie pamiętasz mnie? To ja Stella. - blondi odsłoniła ramię pokazując tatuaż z kluczem wiolinowym.
- Stella! - zawołała Ally i rzuciła się jej na szyję. - Obcięłaś włosy. Dlatego cię nie poznałam.
- Khy. Khy. - zakaszlała ciocia. - Stella. Kiedy sobie zrobiłaś tatuaż?
- Wszyscy sobie zrobiliśmy. Nie pamięta mnie pani? Jestem przyjaciółką Stelly. Pracowałyśmy kiedyś razem.
Ciocia przyjrzała się jej bliżej i zawołała ochoczo " Ally! "
Później dość długi okres czasu zajęło dziewczynom tłumaczenie ich znajomości. Stella była kiedyś współpracowniczką Ally, ale wyjechała do Włoch na wymianę. Po jakimś czasie po prostu urwał im się kontakt. Dowiedziałem się przy okazji, że wujek Mark pracuje z mamą Ally.
- Skoro wszystko już sobie wyjaśniliśmy... - zaczęła mama.
- Chcielibyśmy wam coś powiedzieć. - dokończył tata.
Wszyscy zwrócili się w ich stronę z wielką powagą.
- Jestem w ciąży!!! - zawołała entuzjastycznie mama.
Najpierw po domu rozległ się krzyk radości, później rodzice wyjaśnili, który to już miesiąc ( piąty ), płeć ( chłopiec) itp.
- Dez, Trish. Chcielibyśmy, abyście zostali chrzestnymi. - powiedział ojciec, na co przyjaciele odparli oczywiście TAK.
- Bardzo pani dziękujemy.Na pewno się sprawdzimy. - powiedziała Trish.
- To świetnie. Mark, znasz może jakąś choćby praktykantkę, która mogłaby mi pomóc?
Mam już soje lata i nie chcę, żeby mały na tym ucierpiał.
- Jasne, że znam. Jest naprawdę dobra.
- A kto to?
- Ally. Jej mama jest świetnym ginekologiem i przelewa całą wiedzę i doświadczenie na jedyną córkę.
- Ojczym też. - syknęła Ally niekontrolowanie.
---------------------------------------------------------------------------------
Mamy osiemnasty rozdział. Wiem, że trochę tu namąciłam z bohaterami, ale wszystko się wyjaśni i wpiszę Stellę w bohaterach. Wcześniej aby dodać komentarz trzeba było się zalogować, ale teraz poszperałam w ustawieniach i już nie trzeba, więc
Po tym jak wróciłem do pokoju włączyłem komputer i zalogowałem się na facebook'u.
Chciałem z kimś porozmawiać, bo nie bardzo miałem ochotę schodzić do rodziców. Już przy śniadaniu dziwnie się zachowywali.
Zdziwiłem się nieco, gdy okazało się, że jedyną dostępną osobą jest Kira Star, która chodzi razem ze mną do jednej klasy. Ocho. Już to widzę. Po naszej ostatniej kłótni... Już chyba wolę zejść do salonu i obejrzeć jakąś głupią komedię słuchając przy tym rodziców, którzy naiwnie myślą, że nie wiem, że coś przede mną ukrywają.
- Cześć Austin. - za późno. Kira już napisała do mnie na czacie.
- Cześć. Co u ciebie? - pierwsze koty za płoty. Ja mnie ochrzani, to przynajmniej nie będę musiał wysłuchiwać, że się nią już w ogóle nie interesuje.
- Kiedyś nie musiałeś o to pytać. - nosz kurde. Co ja miałem niby zrobić, kiedy się okazało że ona się we mnie podkochuje? Serio, próbowałem jej siebie obrzydzić, nawet chciałem się zmusić do tego, aby mi się zaczęła podobać, ale nic. Po prostu była dla mnie zwykłą KOLEŻANKĄ.
- Kira. Dobrze wiesz, że nie chciałem ci robić przykrości. - za pierwszym razem się zdenerwowała, ciekawe co będzie teraz.
Czekałem pięć, później kolejne pięć, później jeszcze dziesięć minut,ale dziewczyna siedziała cicho. Dopiero po dwudziestu minutach znów pojawił się wpis, którego nadawcą była Kira.
- Ok.Może trochę mnie poniosło. Chciałeś dobrze. - i znów dymek przy jej nazwisku stał się czerwony.
Kolegowaliśmy się się kiedyś. Nie tak dawno. Może... pół roku temu? Nie wiem. Kira była na prawdę fajna. Lubiłem ją, bo jako jedyna dziewczyna nie chciała mnie poderwać. Nie byliśmy przyjaciółmi. Po prostu... Trudno to wytłumaczyć. Po jakimś czasie Kira zaczęła się dziwnie zachowywać. Nie tolerowała moich dziewczyn ,robiła się chorobliwie zazdrosna i takie tam. I wyszło na jaw, że się we mnie podkochuje. Mimo moich setek planów nie odkochała się, ani ja nie zakochałem. Porozmawialiśmy na poważnie i uznaliśmy, że lepiej jak po prostu zerwiemy ze sobą jakikolwiek kontakt. Kira strasznie z tego powodu cierpiała. Chyba przeżywa do tej pory. Gdy pojawiłem się z Ally w drzwiach pierwszego ( a raczej drugiego, licząc rozpoczęcie) dnia szkoły spojrzała na mnie smutno.
Schodząc na dół usłyszałem śmiechy i poczułem zapach pieczonego kurczaka. Przy stole siedzieli moi rodzice i ciocia Adele z dziećmi ( od aut.: Zapomniałam ich wpisać w rodzinie Austina, ale obiecuję, że to uzupełnię ). Ciocia Adele to siostra taty i w sumie jedyna nasza bliższa rodzina. Jej mąż - wujek Mark jest ginekologiem. Mają trójkę dzieci: dwunastoletnią Charlie, czteroletniego Oscara i dziewiętnastoletnią Stellę. Mieszkają w Los Angeles, więc rzadko się widujemy. Ich dom leży na Beverly Hills. Na brak pieniędzy nie narzekają. Wuj nieźle zarabia.
- Ciocia, Wujek! -zawołałem uradowany i szybko zbiegłem ze schodów.
- Cześć Austiś! - ciocia męczy mnie tą ksywką już od szesnastu lat. Ale nie powiem. Przyjęła się w trybie natychmiastowym.
- Cześć ciociu. - ucałowałem ją w policzek.
- Cześć Austin. - powiedział wujek i przybił mi piątkę.
- Cześć młody. - poczochrałem Oscara, który przylepił mi się do nogi. - Charlie. Wyglądasz ślicznie. - zwróciłem się do dwunastoletniej, zbyt wysokiej jak na swój wiek blondi. Ten kolor w naszej rodzinie jest dziedziczny. Tylko wujek mark się wyróżnia.
Usiadłem przy stole nieopodal milczącej do tej pory Stell.
- Cześć.
- Cześć. Przepraszam cię. Mam problemy miłosne. - szepnęła mi na ucho.
- Mamuń. Co to za okazja? - zapytałem.
- Powiemy wam później. Teraz dzwoń po przyjaciół. Traktujemy ich jak członków rodziny, a to jest spotkanie rodzinne.
Jak powiedziała tak zrobiłem. Moi przyjaciele mieli być za dziesięć minut. I dokładnie tyle na nich czekaliśmy. Pierwszy przyszedł Dez, którego cała rodzina dobrze znała i lubiła. Później przybyła Trish, znana do tej pory tylko moim rodzicom. Najdłużej musieliśmy czekać na ulubienice mojej mamy, czyli Allyson.
Gdy wszyscy, prócz szatynki siedzieliśmy przy stole ktoś zapukał do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - powiedziałem.
- Cześć. - powiedziała Ally w przedpokoju zdejmując buty i ucałowała mnie w policzek.
- Ile można na ciebie czekać?! - zapytałem, ale patrząc po jej ubraniu wiedziałem, że jak przystało na dziewczynę przeszukiwała szafę pół godziny.
- To twoja rodzina. Muszę jakoś wyglądać. - wyjaśniła, jakby to było oczywiste.
- Proszę cię. Mają cię polubić za to, jaka jesteś, a nie za twoje ciuchy.Ale wyglądasz ślicznie.
Weszliśmy do salonu i podeszliśmy do stołu.
- Chwila. - powiedziała wolno Stell. - Ty masz na imię Ally, tak?
- Tak.
- Mieszkasz na Beverly Hills?
- Mieszkałam. - odpowiedziała nieco zmieszana.
- Co?! Mieszkałaś na Beverly Hills. Przecież tam mieszkają milionerzy! - zawołałem zdenerwowany.
- to ty nie wiedziałeś? - zapytał Dez - Przecież sama nam mówiła, że jest przyjaciółką
" Perfect' u ". Na pewno ją zatrudnili i teraz zarabia googlyliony.
- Dez. Nie ma takiej liczby jak googlylion. Jest gazylion,który jest tak ogromny, że nie nie da się tyle zarabiać. - odezwała się Ally.
- Twoja głupota mnie przeraża. - powiedziała Trish.
- Nie ważne. Tak Austin. Mieszkałam w Beverly Hills, ale nie jestem milionerką. Nie noszę się tak jak te niektóre laleczki, co myślą, że przez całe życie będą spały na kasie. Przecież mnie znasz. To, gdzie się wychowałam nie powinno cię obchodzić. - powiedziała Ally.
- Dobra. Niech ci będzie.
- Przepraszam, ale skąd wiesz, gdzie mieszkałam. - szatynka zwróciła się do Stelly.
- Nie pamiętasz mnie? To ja Stella. - blondi odsłoniła ramię pokazując tatuaż z kluczem wiolinowym.
- Stella! - zawołała Ally i rzuciła się jej na szyję. - Obcięłaś włosy. Dlatego cię nie poznałam.
- Khy. Khy. - zakaszlała ciocia. - Stella. Kiedy sobie zrobiłaś tatuaż?
- Wszyscy sobie zrobiliśmy. Nie pamięta mnie pani? Jestem przyjaciółką Stelly. Pracowałyśmy kiedyś razem.
Ciocia przyjrzała się jej bliżej i zawołała ochoczo " Ally! "
Później dość długi okres czasu zajęło dziewczynom tłumaczenie ich znajomości. Stella była kiedyś współpracowniczką Ally, ale wyjechała do Włoch na wymianę. Po jakimś czasie po prostu urwał im się kontakt. Dowiedziałem się przy okazji, że wujek Mark pracuje z mamą Ally.
- Skoro wszystko już sobie wyjaśniliśmy... - zaczęła mama.
- Chcielibyśmy wam coś powiedzieć. - dokończył tata.
Wszyscy zwrócili się w ich stronę z wielką powagą.
- Jestem w ciąży!!! - zawołała entuzjastycznie mama.
Najpierw po domu rozległ się krzyk radości, później rodzice wyjaśnili, który to już miesiąc ( piąty ), płeć ( chłopiec) itp.
- Dez, Trish. Chcielibyśmy, abyście zostali chrzestnymi. - powiedział ojciec, na co przyjaciele odparli oczywiście TAK.
- Bardzo pani dziękujemy.Na pewno się sprawdzimy. - powiedziała Trish.
- To świetnie. Mark, znasz może jakąś choćby praktykantkę, która mogłaby mi pomóc?
Mam już soje lata i nie chcę, żeby mały na tym ucierpiał.
- Jasne, że znam. Jest naprawdę dobra.
- A kto to?
- Ally. Jej mama jest świetnym ginekologiem i przelewa całą wiedzę i doświadczenie na jedyną córkę.
- Ojczym też. - syknęła Ally niekontrolowanie.
---------------------------------------------------------------------------------
Mamy osiemnasty rozdział. Wiem, że trochę tu namąciłam z bohaterami, ale wszystko się wyjaśni i wpiszę Stellę w bohaterach. Wcześniej aby dodać komentarz trzeba było się zalogować, ale teraz poszperałam w ustawieniach i już nie trzeba, więc
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
wtorek, 1 lipca 2014
Rozdział 17
- Na razie. - rzuciłam i zamknęłam laptopa.
Usiedliśmy z Austin' em na łóżku. Siedzieliśmy w ciszy. Ale nie takiej miłej, jak na przykład podczas spaceru, tylko w takiej niezręcznej ciszy, jak na przykład... po tym, co się wydarzyło, a raczej prawie wydarzyło przed sekundą.
- Nie no, zaraz nie wytrzymam. - odezwał się, a raczej wrzasnął blondasek. Zmarszczyłam czoło udając nic nierozumiejącą.
- Proszę cię. Nic takiego się nie stało. Najlepiej o tym zapomnieć i kropka.
- Ale o czym? - odparłam pół żartem, przez co oberwałam poduszką.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że masz ładny oddech? - zapytał po sekundzie.
- Nie.
- No to, masz ładny oddech.
- Dzięki, chyba. Ale skąd ty...
- Stałem kilka centymetrów przed tobą, a nawet nie wiem, czy nie milimetrów. Tylko ja wiem, jak ładnie pachniesz z bliska.
- Nie tylko ty. - sprostowałam.
- Co?!
- Jack też coś nie coś o tym wie. - powiedziałam zadziornie.
- Przepraszam, chyba coś źle usłyszałem.
- Wcale, że nie. On mnie całował, a nie tylko stał obok.
- Jeszcze raz zapytam, CO?!
- Nico. Baj baj. - odparłam otwierając okno.
- Cześć. - chłopak pocałował mnie w policzek i zniknął gdzieś wśród rozgałęzionego drzewa.
Stałam w nim dłuższą chwilkę, czekając, aż blondasek zapali światło i znów będę mogła powiedzieć mu dobranoc. Wyczekiwania przerwał mi jednak kawałek piosenki, którą ostatnio napisałam dla PERFECT, czyli innymi słowy dzwonek mojego telefonu.
- Taylor. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
Odebrałam połączenie i usłyszałam rozgniewaną przyjaciółkę.
- Ty sobie z nas jaja robisz?! - zapytała podirytowana.
- Też miło cię słyszeć.
- Nie odbierasz telefonów, ani ode mnie, ani od bliźniaków. Nie odpisujesz na SMS-y. Nie dajesz żadnego znaku życia. Wymieniać dalej? - ciągnęła swoją monotonną wypowiedź niczym moja mama, jak uciekłam na imprezę. Bla, bla, bla. - Myślałam, że się przyjaźnimy. Powinnaś zadzwonić choć raz w tygodniu.
- Przepraszam, ale miałam dużo na głowie.
- Czyli jest chłopak.
- Nie chłopak, tylko przyjaciel. I tak. Przez niego nie miałam czasu.
- To opowiadaj o tym " przyjacielu ". Zaraz, zaraz... A Jack?!
- Nie jesteśmy już razem. Rzucił mnie, nie wiem czemu...
- Przecież powiedział, że jedzie się z tobą zobaczyć.
- I zobaczył.
- Wpuściłaś go do domu?
- Ale nie zabalował tu długo. Austin zaraz go wyprosił.
- Kto?
- Och. - westchnęłam ciężko. - Mój przyjaciel.
- Austin, ładnie. Ale skupmy się teraz na Jacku. Jak cię rzucił?
- Przez SMS-a.
- A to kretyn jeden. Bidulko ty moja. Jak to zniosłaś?
- Jako tako. Nie załamałam się tylko dla tego, że Austin mnie wspierał. Czasami odnoszę wrażenie, że jest dla mnie jak brat. Często mam go dość, ale nawet minuty sobie bez niego nie wyobrażam. - usłyszałam cichy śmiech.
- No, teraz rozumiem, czemu się tak szybko pozbierałaś. - śmiała się dalej.
- Ha, ha, ha. To tylko przyjaciel, nic więcej.
- Proszę cię. Wierzysz w przyjaźń damsko - męską.
- Tak, bo obie do takiej należymy.
- Co?
- A Brady i Brad.
- Oj kochana, to to zupełnie inna sprawa. Bliźniaki z nami pracują, podkreślając NAMI.
- Dobrze, więc Austin i ja też razem pracujemy, a poza tym oprócz niego jest jeszcze Dez i Trish.
- Ok. Ale wycofam podejrzenia, jak go poznam. Zabierasz ich na ślub?
- Tak, tak. Ma nadzieję,, że mama dała wam zaproszenia.
- Dała. Nie musisz się niczym martwić.
- A jak wasza nowa płyta?
- Właśnie. À propos płyty. Gabe napomniał coś na temat duetu, czy coś w tę mańkę.
- Wiem. Macie zaśpiewać wraz z jakimś artystą. Tylko na razie na nic się nie zgadzajcie. Jak coś to mów, że szczegóły związane z płytą proszę omawiać z menadżerką, jasne?
- Jak słońce.
- Dobra, to ja już będę kończyła. Ucałuj chłopków.
- A ty Trish.
Gdy nasza rozmowa dobiegła końcu postanowiłam położyć się spać. Jutro przede mną ciężki i pracowity dzień. Nie dość, że szkoła, to jeszcze muszę porozmawiać z Jack' iem, załatwić loty do Los Angeles, zająć się płytą przyjaciół. A tak w ogóle, to ja jestem ich menadżerką. I nie tylko. Kompozytorką i najlepszą przyjaciółką też. Bardzo za nimi tęsknię. Mam tylko nadzieję, że znajdą wspólny język z tymi nowo poznanymi przyjaciółmi.
Usiedliśmy z Austin' em na łóżku. Siedzieliśmy w ciszy. Ale nie takiej miłej, jak na przykład podczas spaceru, tylko w takiej niezręcznej ciszy, jak na przykład... po tym, co się wydarzyło, a raczej prawie wydarzyło przed sekundą.
- Nie no, zaraz nie wytrzymam. - odezwał się, a raczej wrzasnął blondasek. Zmarszczyłam czoło udając nic nierozumiejącą.
- Proszę cię. Nic takiego się nie stało. Najlepiej o tym zapomnieć i kropka.
- Ale o czym? - odparłam pół żartem, przez co oberwałam poduszką.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że masz ładny oddech? - zapytał po sekundzie.
- Nie.
- No to, masz ładny oddech.
- Dzięki, chyba. Ale skąd ty...
- Stałem kilka centymetrów przed tobą, a nawet nie wiem, czy nie milimetrów. Tylko ja wiem, jak ładnie pachniesz z bliska.
- Nie tylko ty. - sprostowałam.
- Co?!
- Jack też coś nie coś o tym wie. - powiedziałam zadziornie.
- Przepraszam, chyba coś źle usłyszałem.
- Wcale, że nie. On mnie całował, a nie tylko stał obok.
- Jeszcze raz zapytam, CO?!
- Nico. Baj baj. - odparłam otwierając okno.
- Cześć. - chłopak pocałował mnie w policzek i zniknął gdzieś wśród rozgałęzionego drzewa.
Stałam w nim dłuższą chwilkę, czekając, aż blondasek zapali światło i znów będę mogła powiedzieć mu dobranoc. Wyczekiwania przerwał mi jednak kawałek piosenki, którą ostatnio napisałam dla PERFECT, czyli innymi słowy dzwonek mojego telefonu.
- Taylor. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
Odebrałam połączenie i usłyszałam rozgniewaną przyjaciółkę.
- Ty sobie z nas jaja robisz?! - zapytała podirytowana.
- Też miło cię słyszeć.
- Nie odbierasz telefonów, ani ode mnie, ani od bliźniaków. Nie odpisujesz na SMS-y. Nie dajesz żadnego znaku życia. Wymieniać dalej? - ciągnęła swoją monotonną wypowiedź niczym moja mama, jak uciekłam na imprezę. Bla, bla, bla. - Myślałam, że się przyjaźnimy. Powinnaś zadzwonić choć raz w tygodniu.
- Przepraszam, ale miałam dużo na głowie.
- Czyli jest chłopak.
- Nie chłopak, tylko przyjaciel. I tak. Przez niego nie miałam czasu.
- To opowiadaj o tym " przyjacielu ". Zaraz, zaraz... A Jack?!
- Nie jesteśmy już razem. Rzucił mnie, nie wiem czemu...
- Przecież powiedział, że jedzie się z tobą zobaczyć.
- I zobaczył.
- Wpuściłaś go do domu?
- Ale nie zabalował tu długo. Austin zaraz go wyprosił.
- Kto?
- Och. - westchnęłam ciężko. - Mój przyjaciel.
- Austin, ładnie. Ale skupmy się teraz na Jacku. Jak cię rzucił?
- Przez SMS-a.
- A to kretyn jeden. Bidulko ty moja. Jak to zniosłaś?
- Jako tako. Nie załamałam się tylko dla tego, że Austin mnie wspierał. Czasami odnoszę wrażenie, że jest dla mnie jak brat. Często mam go dość, ale nawet minuty sobie bez niego nie wyobrażam. - usłyszałam cichy śmiech.
- No, teraz rozumiem, czemu się tak szybko pozbierałaś. - śmiała się dalej.
- Ha, ha, ha. To tylko przyjaciel, nic więcej.
- Proszę cię. Wierzysz w przyjaźń damsko - męską.
- Tak, bo obie do takiej należymy.
- Co?
- A Brady i Brad.
- Oj kochana, to to zupełnie inna sprawa. Bliźniaki z nami pracują, podkreślając NAMI.
- Dobrze, więc Austin i ja też razem pracujemy, a poza tym oprócz niego jest jeszcze Dez i Trish.
- Ok. Ale wycofam podejrzenia, jak go poznam. Zabierasz ich na ślub?
- Tak, tak. Ma nadzieję,, że mama dała wam zaproszenia.
- Dała. Nie musisz się niczym martwić.
- A jak wasza nowa płyta?
- Właśnie. À propos płyty. Gabe napomniał coś na temat duetu, czy coś w tę mańkę.
- Wiem. Macie zaśpiewać wraz z jakimś artystą. Tylko na razie na nic się nie zgadzajcie. Jak coś to mów, że szczegóły związane z płytą proszę omawiać z menadżerką, jasne?
- Jak słońce.
- Dobra, to ja już będę kończyła. Ucałuj chłopków.
- A ty Trish.
Gdy nasza rozmowa dobiegła końcu postanowiłam położyć się spać. Jutro przede mną ciężki i pracowity dzień. Nie dość, że szkoła, to jeszcze muszę porozmawiać z Jack' iem, załatwić loty do Los Angeles, zająć się płytą przyjaciół. A tak w ogóle, to ja jestem ich menadżerką. I nie tylko. Kompozytorką i najlepszą przyjaciółką też. Bardzo za nimi tęsknię. Mam tylko nadzieję, że znajdą wspólny język z tymi nowo poznanymi przyjaciółmi.
piątek, 20 czerwca 2014
Rozdział 16
Jack usiadł razem z Ally na kanapie, Trish i ja na oparciach, a Dez przy stole. Ja zająłem miejsce koło naszego gościa, aby móc go od razu udusić, jak szatynka znów się popłacze.
- Więc... - popędzał Dez podirytowany. Ale kto wtedy nie był.
- Ally. - chłopak złapał ją za ręce, ale ona je szybko cofnęła. - Chciałem cię przeprosić. Zachowałem się jak kretyn. Zasługujesz na kogoś lepszego. Tylko, że ja uznałem, że tobie będzie lepiej, gdy się rozstaniemy. Nie będziesz tak tęsknić i zapomnisz. O mnie, o nas, o tym co między nami było. - tłumaczył.
- Ale nie lepiej o tym porozmawiać, a dopiero potem działać. Dla każdego byłoby lepiej i nie wylałabym tyle łez. Brakowało mi ciebie i... Nadal brakuje. - dziewczyna znów miała łzy w oczach, ale tym razem nie były ze smutku, czy strachu. Były spowodowane bezradnością. Szkoda mi jej. Chcąc zamieszkać tu zostawiła wszystko, co miała. Rodzinę, przyjaciół, miłość. Dlatego nigdy nie była do końca szczęśliwa. - Nawet nie wiesz jak. Wszystkiego. Ciebie, mamy, Gaby' a, Taylor, i bliźniaków. Gdyby nie Dez, Trish i Austin ciągnęłabym teraz na tabletkach anty depresyjnych. Zostawiłeś mnie, gdy cię potrzebowałam najbardziej. Najpierw przestałeś pisać, później dzwonić, a w końcu... - chłopak siedział ze zwieszoną głową i nic nie mówił.
- Dziesięć minut minęło. - powiedziałem w końcu. - Chyba wiesz gdzie są drzwi.
- Tak. - odetchnął ciężko - Mam nadzieję, że dobrze się nią zaopiekujesz.
- Nie martw się. Ally jest w dobrych rękach. - powiedziałem, a raczej syknąłem przez zęby sztucznie się uśmiechając.
- Jack! Zaczekaj. - wrzasnęła szatynka. - Kiedy wracasz do LA?
- Za tydzień.
- Jak chcesz, to... Ewentualnie możemy się spotkać, żeby wszystko dokładnie omówić. Wyszło by nam to na dobre. - zaproponowała z nadzieją.
- Chętnie. - chłopak ucałował ją w policzek i wyszedł.
Wróciliśmy do salonu. Ally włączyła telewizor i usiadła na kanapie jakby nigdy nic.
- Wszystko ok? - zmartwiła się Trish.
- Nie martw się. On nie jest tego wart. - odezwał się Dez. Wcześniej dość długo milczał.
- Ej. Wszystko dobrze. Naprawdę. - nie wiem po co i nie wiem na co, ale ona potrafi tak grać w nieskończoność. Wyglądała na wesołą, ale tak na prawdę pod tą maską krył się smutek i przygnębienie.
* Ally *
Bezradność wzięła nade mną górę. Wyszłam z salonu i pobiegłam na górę trzaskając drzwiami. Przyjaźń. To słowo ma w sobie tyle energii i entuzjazmu, że gdy człowiek jej doświadcza jest zdolny przenosić góry. W moim przypadku jest tak samo. Gdyby nie przyjaciele siedziałabym całe dnie na kanapie zamknięta w sobie. Czasem trzeba jednak odpocząć nawet od niej.
Siedziałam oparta o drzwi i cicho płakałam.
- Chodźcie. Ona potrzebuje trochę spokoju. - usłyszałam Trish.
" Kochana. Zawsze wie, kiedy odpuścić" pomyślałam.
Ciągle opierałam się o drzwi i szlochałam. Melancholia, żal, złość. To wszystko kotłowało we mnie i nie pozwalało zapomnieć o Jack' u. O dobrych i złych momentach. O chwilach spędzonych razem. O naszym pierwszym spotkaniu i rozstaniu. Po prostu o wszystkim. Tyle łez wylałam i tyle sił straciłam w walce ze samą sobą. Dlaczego to wszystko nie może ze mnie wyfrunąć? Ulecieć gdzieś w dal, jak najdalej ode mnie. Roztopić się jak śnieg na wiosnę i nie wrócić. Już nigdy. Mam teraz ochotę wtulić się w sukienkę mamy i wypłakać w nią wszystkie łzy. Może nie zawsze mogłam na nią liczyć, ale teraz to jej najbardziej potrzebowałam.
Postanowiłam włączyć komputer i skontaktować się z nią przez video - chat.
- Hej mamuń. - powiedziałam ospale.
- Cześć córeczko. - odezwała się swoim melodyjnym i opiekuńczym głosem.
- Muszę z tobą porozmawiać. - opowiedziałam jej o wszystkim co się nie dawno wydarzyło.
- Skarbie. Ja nie chcę nic mówić, ale Taylor cię uprzedzała, że tak będzie.
Taylor to moja przyjaciółka. Mieszkała kiedyś w teraźniejszym domu Moonów. Jeszcze przed moją przeprowadzką. Los chciał, że miesiąc po tym, jak osadziłyśmy się z mamą w LA mama Taylor została przeniesiona na tą samą dzielnicę, na której znajduje się mój dom.
- Wiem. Ona od zawsze miała co do niego wątpliwości.
- Tylko ona...
- Ok. Bliźniaki i Jess też. - uśmiechnęłam się. Bliźniaki - Brad i Brady, są moimi najlepszymi przyjaciółmi. Razem z Taylor grają w zespole. Poznaliśmy się w szkole. Trochę standardowe spotkanie, ale i tak jest co wspominać. Wielka przyjaźń. A zaczęła się tak niewinnie. Robiliśmy razem projekt na muzykę, później graliśmy w jednym przedstawieniu, zaczęłyśmy przysiadać się z Taylor do stolika chłopaków, aż w końcu staliśmy się nierozłączni.
Jess natomiast jest moją kuzynką. Pracuje w NY jako niańka. Fajnie, nie. Pojechała zrobić karierę, a została zajmować się rozwydrzonymi dzieciakami byłej supermodelki i reżysera.
- Ally! - ktoś krzyczał zza okna. Tym kimś był Austin.
- Co ty tu robisz? - zapytałam otwierając okno.
- Martwiłem się o ciebie. Nie dajesz żadnego znaku życia. - odparł stając akurat przed kamerką.
- Dzień dobry. - zawołała moja mama.
- Dzieeeń doooobry. - przeciągnął zawstydzony Austin.
- Ty pewnie jesteś Austin, tak? Ally dużo mi o tobie opowiadała. - jak powie, co o nim mówiłam, to słowo daję, że nie ujdzie z życiem.
- A pani jest siostrą Ally? Nic mi nie mówiła, że ma rodzeństwo. - o matko. Jaki on słodki. Wie, jak zrobić na dziewczynie dobre wrażenie.
- Nie. To moja mama. - powiedziałam przewracając oczami.
- Miałaś rację słonko. Na prawdę jest uroczy. - nie, no zaraz zwariuję!
- Mamo! - jęknęłam poprzez zaciśnięte zęby.
- Szkoda, że nigdy mi tego nie powiedziałaś. Miałbym się czym w szkole chwalić. - powiedział żartobliwie Austin.
- Bo byś nie miał. - powiedziałam stanowczo.
- Serio? - zapytał przybliżając się do mnie.
- Jak myślisz, że n ciebie lecę, to się grubo mylisz. Mnie jakoś nie ruszają samoopalacze i rozjaśniacz do włosów. - spojrzałam mu w oczy, które były zaledwie kilka centymetrów od mojej twarzy.
- Khy, khy - zakasłała moja mama. - Przepraszam, że przerwę wam te amory, ale mam za chwilkę dyżur w szpitalu i muszę się spieszyć. - momentalnie od siebie odskoczyliśmy i oblaliśmy się niemałym rumieńcem.
- Więc... - popędzał Dez podirytowany. Ale kto wtedy nie był.
- Ally. - chłopak złapał ją za ręce, ale ona je szybko cofnęła. - Chciałem cię przeprosić. Zachowałem się jak kretyn. Zasługujesz na kogoś lepszego. Tylko, że ja uznałem, że tobie będzie lepiej, gdy się rozstaniemy. Nie będziesz tak tęsknić i zapomnisz. O mnie, o nas, o tym co między nami było. - tłumaczył.
- Ale nie lepiej o tym porozmawiać, a dopiero potem działać. Dla każdego byłoby lepiej i nie wylałabym tyle łez. Brakowało mi ciebie i... Nadal brakuje. - dziewczyna znów miała łzy w oczach, ale tym razem nie były ze smutku, czy strachu. Były spowodowane bezradnością. Szkoda mi jej. Chcąc zamieszkać tu zostawiła wszystko, co miała. Rodzinę, przyjaciół, miłość. Dlatego nigdy nie była do końca szczęśliwa. - Nawet nie wiesz jak. Wszystkiego. Ciebie, mamy, Gaby' a, Taylor, i bliźniaków. Gdyby nie Dez, Trish i Austin ciągnęłabym teraz na tabletkach anty depresyjnych. Zostawiłeś mnie, gdy cię potrzebowałam najbardziej. Najpierw przestałeś pisać, później dzwonić, a w końcu... - chłopak siedział ze zwieszoną głową i nic nie mówił.
- Dziesięć minut minęło. - powiedziałem w końcu. - Chyba wiesz gdzie są drzwi.
- Tak. - odetchnął ciężko - Mam nadzieję, że dobrze się nią zaopiekujesz.
- Nie martw się. Ally jest w dobrych rękach. - powiedziałem, a raczej syknąłem przez zęby sztucznie się uśmiechając.
- Jack! Zaczekaj. - wrzasnęła szatynka. - Kiedy wracasz do LA?
- Za tydzień.
- Jak chcesz, to... Ewentualnie możemy się spotkać, żeby wszystko dokładnie omówić. Wyszło by nam to na dobre. - zaproponowała z nadzieją.
- Chętnie. - chłopak ucałował ją w policzek i wyszedł.
Wróciliśmy do salonu. Ally włączyła telewizor i usiadła na kanapie jakby nigdy nic.
- Wszystko ok? - zmartwiła się Trish.
- Nie martw się. On nie jest tego wart. - odezwał się Dez. Wcześniej dość długo milczał.
- Ej. Wszystko dobrze. Naprawdę. - nie wiem po co i nie wiem na co, ale ona potrafi tak grać w nieskończoność. Wyglądała na wesołą, ale tak na prawdę pod tą maską krył się smutek i przygnębienie.
* Ally *
Bezradność wzięła nade mną górę. Wyszłam z salonu i pobiegłam na górę trzaskając drzwiami. Przyjaźń. To słowo ma w sobie tyle energii i entuzjazmu, że gdy człowiek jej doświadcza jest zdolny przenosić góry. W moim przypadku jest tak samo. Gdyby nie przyjaciele siedziałabym całe dnie na kanapie zamknięta w sobie. Czasem trzeba jednak odpocząć nawet od niej.
Siedziałam oparta o drzwi i cicho płakałam.
- Chodźcie. Ona potrzebuje trochę spokoju. - usłyszałam Trish.
" Kochana. Zawsze wie, kiedy odpuścić" pomyślałam.
Ciągle opierałam się o drzwi i szlochałam. Melancholia, żal, złość. To wszystko kotłowało we mnie i nie pozwalało zapomnieć o Jack' u. O dobrych i złych momentach. O chwilach spędzonych razem. O naszym pierwszym spotkaniu i rozstaniu. Po prostu o wszystkim. Tyle łez wylałam i tyle sił straciłam w walce ze samą sobą. Dlaczego to wszystko nie może ze mnie wyfrunąć? Ulecieć gdzieś w dal, jak najdalej ode mnie. Roztopić się jak śnieg na wiosnę i nie wrócić. Już nigdy. Mam teraz ochotę wtulić się w sukienkę mamy i wypłakać w nią wszystkie łzy. Może nie zawsze mogłam na nią liczyć, ale teraz to jej najbardziej potrzebowałam.
Postanowiłam włączyć komputer i skontaktować się z nią przez video - chat.
- Hej mamuń. - powiedziałam ospale.
- Cześć córeczko. - odezwała się swoim melodyjnym i opiekuńczym głosem.
- Muszę z tobą porozmawiać. - opowiedziałam jej o wszystkim co się nie dawno wydarzyło.
- Skarbie. Ja nie chcę nic mówić, ale Taylor cię uprzedzała, że tak będzie.
Taylor to moja przyjaciółka. Mieszkała kiedyś w teraźniejszym domu Moonów. Jeszcze przed moją przeprowadzką. Los chciał, że miesiąc po tym, jak osadziłyśmy się z mamą w LA mama Taylor została przeniesiona na tą samą dzielnicę, na której znajduje się mój dom.
- Wiem. Ona od zawsze miała co do niego wątpliwości.
- Tylko ona...
- Ok. Bliźniaki i Jess też. - uśmiechnęłam się. Bliźniaki - Brad i Brady, są moimi najlepszymi przyjaciółmi. Razem z Taylor grają w zespole. Poznaliśmy się w szkole. Trochę standardowe spotkanie, ale i tak jest co wspominać. Wielka przyjaźń. A zaczęła się tak niewinnie. Robiliśmy razem projekt na muzykę, później graliśmy w jednym przedstawieniu, zaczęłyśmy przysiadać się z Taylor do stolika chłopaków, aż w końcu staliśmy się nierozłączni.
Jess natomiast jest moją kuzynką. Pracuje w NY jako niańka. Fajnie, nie. Pojechała zrobić karierę, a została zajmować się rozwydrzonymi dzieciakami byłej supermodelki i reżysera.
- Ally! - ktoś krzyczał zza okna. Tym kimś był Austin.
- Co ty tu robisz? - zapytałam otwierając okno.
- Martwiłem się o ciebie. Nie dajesz żadnego znaku życia. - odparł stając akurat przed kamerką.
- Dzień dobry. - zawołała moja mama.
- Dzieeeń doooobry. - przeciągnął zawstydzony Austin.
- Ty pewnie jesteś Austin, tak? Ally dużo mi o tobie opowiadała. - jak powie, co o nim mówiłam, to słowo daję, że nie ujdzie z życiem.
- A pani jest siostrą Ally? Nic mi nie mówiła, że ma rodzeństwo. - o matko. Jaki on słodki. Wie, jak zrobić na dziewczynie dobre wrażenie.
- Nie. To moja mama. - powiedziałam przewracając oczami.
- Miałaś rację słonko. Na prawdę jest uroczy. - nie, no zaraz zwariuję!
- Mamo! - jęknęłam poprzez zaciśnięte zęby.
- Szkoda, że nigdy mi tego nie powiedziałaś. Miałbym się czym w szkole chwalić. - powiedział żartobliwie Austin.
- Bo byś nie miał. - powiedziałam stanowczo.
- Serio? - zapytał przybliżając się do mnie.
- Jak myślisz, że n ciebie lecę, to się grubo mylisz. Mnie jakoś nie ruszają samoopalacze i rozjaśniacz do włosów. - spojrzałam mu w oczy, które były zaledwie kilka centymetrów od mojej twarzy.
- Khy, khy - zakasłała moja mama. - Przepraszam, że przerwę wam te amory, ale mam za chwilkę dyżur w szpitalu i muszę się spieszyć. - momentalnie od siebie odskoczyliśmy i oblaliśmy się niemałym rumieńcem.
czwartek, 5 czerwca 2014
Rozdział 15
Okazało się, że po jakimś czasie postanowiliśmy się przejść i tak doszliśmy do mojego domu. Najlepszy był filmik, gdzie próbowaliśmy otworzyć drzwi od mieszkania. Najpierw próbowałam ja. Tak z pięć razy upuściłam klucz i szukałam go w szparkach w podłodze. Było mega śmiesznie. Następna była Trish. Oprócz klucza od domu na breloczku mam jeszcze klucze od garażu, samochodu, motoru, zapinania do roweru, klucze do mieszkania w LA i do dużo innych drzwi, które zamykamy na zamek. No i gdy Trish szukała tak dobrego klucza, to my mieliśmy niezły ubaw, bo ona tak ma, że jak się zdenerwuje, to gada sama do siebie.
Później był mózg naszej paczki, czyli Dez. A on, jak to on na przekór znalazł ten dobry klucz, tyko, że przekręcić go w zamku nie umiał. I w końcu nasz wybawiciel, czyli Austin. Temu udało się od razu. Za pierwszym razem zrobił coś, co nam nie udawało się przez pół godziny. A tak na marginesie, to mamy szczęście, że noce w Miami są ciepłe. No i tak znaleźliśmy się w moim domku.
- Idziemy dziś na plaże? - zapytała Trish, gdy skończyliśmy śniadanie.
- Chętnie. - zgodziliśmy się wszyscy i wstaliśmy od stołu.
Każdy rozszedł się do domów, by się przygotować. Mówiłam już, że mieszkamy z Austinem okno w okno. Oznacza to, że nasze okna są równoległe do siebie. Gdy blondyn wszedł do pokoju zaraz za nim wparowała wściekła pani Moon. Zaczęła mu tłumaczyć, że powinien zadzwonić i uprzedzić, że nie wróci na noc. W końcu tak się na niego wydarła, że aż stanęłam za szybą jak osłupiała. Gdy kobieta mnie zauważyła momentalnie oblała się rumieńcem i pomachała mi zawstydzona. Blondyn zachichotał cicho, a rodzicielka posłała mu krwiożercze spojrzenie, po czym wyszła. Dąb stojący na posesji państwa Moon jest bardzo rozłożysty. Jedna z gałęzi sięga do mojego pokoju, a druga do pokoju Austina. Pomiędzy nimi stoi stary domek na drzewie. Gdy chłopak chce przejść do mnie albo ja do niego, musimy przejść po jednej gałęzi, przez domek i po drugiej. Tak było i teraz. Jakimś dziwnym sposobem chłopaki szykują się szybciej od dziewczyn i muszą czekać na płeć piękną. Blondasek wślizgnął się do mnie bez problemu i opadł zmęczony na łóżko.
- Moja rodzina mnie kiedyś wykończy! - wyrzucił zmęczony.
- Prędzej to ja się o to postaram. - zabrzmiało poważnie, ale specjalnie nadałam głosowi ten ton. - Który strój mam założyć? - pokazałam chłopakowi dwa tankini. Jednio niebieskie, a drugie czarne.
- Coś dwuczęściowego.
- Ale ja nie lubię...
- Nie ma, że nie lubisz. Na pewno jakieś masz, bo Trish mi mówiła, że razem kupowałyście.
- No mam ale...
- To je załóż.
- Dobra. - odburknęłam.
Austin ponownie położył głowę na mojej poduszce, a nogi na oparciu i zajął się swoją komórką.
- Khy, khy
- Co?
- Chciałam się przebrać.
- To się przebieraj. - boże jak ten matoł mnie czasem do szału doprowadza. Pewnego dnia będę przez niego kwiatki od spodu wąchała.
- Tutaj.
- Aaaa. To ja już wychodzę. - blondyn wyszedł tym samym sposobem, którym wszedł, a ja zaraz po tym, jak opuścił pokój zasłoniłam rolety.
Założyłam na siebie bursztynowe bikini zawiązywane na plecach, szyi i biodrach, oraz króciutką, przezroczystą i beżową sukienkę, sięgającą mi przed kolano. Na nos wsunęłam okulary przeciwsłoneczne, a włosy zaczesałam na prawe ramię. Do torby plażowej włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy, a z szafy wyciągnęłam pleciony kapelusz.
Postanowiłam odwiesić rolety i zamknąć dom, bo miałam zamiar iść do Austina i razem z nim zaczekać na resztę. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Jego akurat nie było w pokoju, ale łatwo do niego weszłam. Na parapecie leżała kartka:
Później był mózg naszej paczki, czyli Dez. A on, jak to on na przekór znalazł ten dobry klucz, tyko, że przekręcić go w zamku nie umiał. I w końcu nasz wybawiciel, czyli Austin. Temu udało się od razu. Za pierwszym razem zrobił coś, co nam nie udawało się przez pół godziny. A tak na marginesie, to mamy szczęście, że noce w Miami są ciepłe. No i tak znaleźliśmy się w moim domku.
- Idziemy dziś na plaże? - zapytała Trish, gdy skończyliśmy śniadanie.
- Chętnie. - zgodziliśmy się wszyscy i wstaliśmy od stołu.
Każdy rozszedł się do domów, by się przygotować. Mówiłam już, że mieszkamy z Austinem okno w okno. Oznacza to, że nasze okna są równoległe do siebie. Gdy blondyn wszedł do pokoju zaraz za nim wparowała wściekła pani Moon. Zaczęła mu tłumaczyć, że powinien zadzwonić i uprzedzić, że nie wróci na noc. W końcu tak się na niego wydarła, że aż stanęłam za szybą jak osłupiała. Gdy kobieta mnie zauważyła momentalnie oblała się rumieńcem i pomachała mi zawstydzona. Blondyn zachichotał cicho, a rodzicielka posłała mu krwiożercze spojrzenie, po czym wyszła. Dąb stojący na posesji państwa Moon jest bardzo rozłożysty. Jedna z gałęzi sięga do mojego pokoju, a druga do pokoju Austina. Pomiędzy nimi stoi stary domek na drzewie. Gdy chłopak chce przejść do mnie albo ja do niego, musimy przejść po jednej gałęzi, przez domek i po drugiej. Tak było i teraz. Jakimś dziwnym sposobem chłopaki szykują się szybciej od dziewczyn i muszą czekać na płeć piękną. Blondasek wślizgnął się do mnie bez problemu i opadł zmęczony na łóżko.
- Moja rodzina mnie kiedyś wykończy! - wyrzucił zmęczony.
- Prędzej to ja się o to postaram. - zabrzmiało poważnie, ale specjalnie nadałam głosowi ten ton. - Który strój mam założyć? - pokazałam chłopakowi dwa tankini. Jednio niebieskie, a drugie czarne.
- Coś dwuczęściowego.
- Ale ja nie lubię...
- Nie ma, że nie lubisz. Na pewno jakieś masz, bo Trish mi mówiła, że razem kupowałyście.
- No mam ale...
- To je załóż.
- Dobra. - odburknęłam.
Austin ponownie położył głowę na mojej poduszce, a nogi na oparciu i zajął się swoją komórką.
- Khy, khy
- Co?
- Chciałam się przebrać.
- To się przebieraj. - boże jak ten matoł mnie czasem do szału doprowadza. Pewnego dnia będę przez niego kwiatki od spodu wąchała.
- Tutaj.
- Aaaa. To ja już wychodzę. - blondyn wyszedł tym samym sposobem, którym wszedł, a ja zaraz po tym, jak opuścił pokój zasłoniłam rolety.
Założyłam na siebie bursztynowe bikini zawiązywane na plecach, szyi i biodrach, oraz króciutką, przezroczystą i beżową sukienkę, sięgającą mi przed kolano. Na nos wsunęłam okulary przeciwsłoneczne, a włosy zaczesałam na prawe ramię. Do torby plażowej włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy, a z szafy wyciągnęłam pleciony kapelusz.
Postanowiłam odwiesić rolety i zamknąć dom, bo miałam zamiar iść do Austina i razem z nim zaczekać na resztę. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Jego akurat nie było w pokoju, ale łatwo do niego weszłam. Na parapecie leżała kartka:
Jem obiad, ale zaraz będę. Mam nadzieję, że założyłaś jednak bikini. Nie wiem, bo ktoś musiał zasłonić rolety ;P Czekaj na mnie, a jak coś, to na biurku leży czekolada.
Całuję. Austin
Po odczytaniu liściku zabrałam z biurka kostkę czekolady i usiadłam na łóżku. Austin ma bardzo ładny pokój. Ściany pomalował na niebiesko. Meble są zrobione z olchy, i mają śliczny kolor. W ich skład wchodzi szafa, biblioteczka, regał i biurko. Panele także są wykonane z tego drzewa.
- Bu! - chłopak gwałtownie otworzył drzwi próbując mnie przy tym wystraszyć. Szczerze mówiąc ciśnienie podniosło mi się trochę do góry.
- Smaczny był obiadek? - zapytałam.
- Bardzo. - podszedł do szafki i wyciągnął z niej całą paczkę chipsów.
- Skąd ty masz w tym pokoju tyle jedzenia?
- To na wypadek apokalipsy. - taaa... poczucie humoru, to coś, co z czym się nigdy nie rozstaje.
- Gadałeś z rodzicami o LA? Wiesz, że z dwa tygodnie wylatujecie. - upewniłam się.
- No właśnie... Ale zaraz. Jak to " wylatujecie" ? A co z tobą?
- Muszę pomóc mamie i lecę za tydzień.
- A co z nami?
- Kogoś po was wyślę, albo sama przyjadę.
- Dobra. No, a jeśli chodzi o rodziców, to...
- Nie mów mi tylko, że...
- No, ale oni tak cię uwielbiają. Nie możesz ty im powiedzieć?
- Nie. Nie ma mow... - nienawidzę, gdy patrzy na mnie jednym z tych swoich błagalnych spojrzeń. Zawsze wtedy ulegam. - Nie... No niech ci będzie.
- Dzięki. Jesteś wspaniała.
Z dołu słychać było dźwięk dzwonka. Trish i Dez przyszli.
- Cześć. - przywitali się.
- Siema. To co, idziemy? - zasugerowałam.
Wyszliśmy z domu Moonów i poszliśmy na plażę przez park. Była to długa, ale najbardziej malownicza droga. Zawsze, gdy tam tędy szliśmy tematy do rozmowy same do nas przychodziły.
*Austin*
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Czas upływał nam dość szybko w tak miłej atmosferze. Niestety stało się coś, co w jeden ułamek sekundy ją zniszczyło.
- Ally. Dostałaś wiadomość. - powiedziała Trish.
- No, masz rację. - szatynka wyciągnęła z torby telefon i przejrzała skrzynkę odbiorczą. - To tata. Pisze, że jest już w domu i muszę natychmiast wrócić.
- A wiesz przynajmniej dlaczego? - martwiłem się.
- Nie, ale ponoć to ważne.
- To choć. Idziemy. - zaalarmowała włoszka i zrobiła zwrot o 180 stopni.
- Nie. Wy idźcie na plażę, ja sobie poradzę.
- Nie ma mowy. Idziemy z tobą.
W końcu doszliśmy pod dom przyjaciółki. Ta lekko uchyliła drzwi, aby sprawdzić, czy ktoś nie szwenda się może po przed pokoju.
- Czysto. Wchodzimy. - zarekomendowała.
Weszliśmy powolnym krokiem do mieszkania. Na wycieraczce zostawiliśmy buty, a Ally wyjęła nam z szafki ciapcie.
- Cześć tato. - zawołała i weszła do salonu.
Staliśmy w holu i czekaliśmy na jaki kolwiek znak, ale żadnego nie dostaliśmy. W końcu ruszyliśmy w stronę szatynki.
Gdy ją zobaczyłem przeraziłem się nie na żarty. Ally stała osłupiała w futrynie, a po jej policzkach zaczęły spływać grube łzy. Na kanapie siedział jakiś brunet. Był ubrany w czarne spodnie, białą bluzkę i granatową bluzę.
- Cześć. - powiedział niepewnie.
Ally zasłoniła sobie usta ręką i zaczęła płakać. Po chwili podbiegła do nas i mocno się we mnie wtuliła.
- Kto to jest? - wyszeptałem jej do ucha, ale ona milczała.
Brunet podniósł się z miejsca i podszedł do nas. Trish i Dez nadal stali osłupiali, ale już powoli dochodzili do siebie.
- Jestem Jack. Były chłopak Ally. - myślałem, że zaraz zwariuje. Przede mną stał chłopak, który złamał mojej przyjaciółce serce. Jak on miał w ogóle czelność się tu pokazywać.
- Właśnie. Były. Więc nie rozumiem, co tu jeszcze robisz. - Zawołała Trish.
- Chciałem przeprosić... - nie dokończył, bo Ally mu przerwała.
- Przeprosić!? Przeprosić!? Trzeba było o tym myśleć zanim ze mną przez SMS' a zerwałeś. Ty wiesz jak ja się wtedy czułam!? Jak jakaś idiotka! Trzy bite lata przez ciebie zmarnowałam i nie mam zamiaru tracić już ani sekundy. - pierwszy raz widziałem Ally taką oburzoną. Zawsze wiedziałem, że potrafi pokazać tzw. powera, ale nie, że aż tak.
- Wynocha z mojego mieszkania. - wyrzuciła go za drzwi i mocno nimi trzasnęła.
- Ally. Zostawił telefon. - powiedział Dez.
Szatynka podeszła jeszcze raz do drzwi i je otworzyła. Chłopak stał jeszcze na werandzie.
- I z życia też. - uśmiechnęła się nieszczerze i rzuciła komórką w trawnik.
- Ale Ally zaczekaj. - Jack zdążył się wślizgnąć do mieszkania i złapał Ally za rękę.
- Nie dotykaj mnie! - wrzasnęła, ale nie poskutkowało.
Pan Dawson się ulotnił. Tak, nie ma to jak dobry tatuś. Ale on zawsze powtarzał, że nie będzie się mieszać w życie swoich dzieci po szesnastym roku istnienia.
- Słuchaj! - Trish, Dez i ja zareagowaliśmy w tym samym czasie. - Powiedziała, że masz ją zostawić.
- Chciałbym porozmawiać z Ally sam na sam. - jak temu człowiekowi zaraz nie walnę w twarz, to mnie szlag trafi.
- Ale ja nie chcę. - powiedziała zdenerwowana Ally.
- Ale ja nie chcę, żebyś mi wybaczyła, tylko wysłuchała! - no. W końcu nawet on podniósł głos.
- Dobra. Daje ci dziesięć minut. Ale ani sekundy dłużej. - szatynka uległa. Może i była na niego zła, ale w jej oczach nie było obojętności, ani co dziwne nawet ciekawości. Był w nich żal i tęsknota. Kocham moich przyjaciół najbardziej na świecie i serce mi się kraja, gdy nie są szczęśliwi. Wiem, że ci ludzie oddali by za mnie życie i robię wszystko, aby oni odczuwali to samo. Każdy z nas szuka tej prawidłowej definicji słowa prawdziwy przyjaciel. Ja dzięki tym ludziom ją odnalazłem. I wiem, że prawdziwy przyjaciel to ktoś, kto czyta mnie jak książkę. I gdy wszyscy dookoła chwalą mój piękny i szczery uśmiech on potrafi dostrzec w moich oczach smutek. I wiem, że bez nich będę zerem, nikim. To oni są moją prawdziwą podporą i ostoją w czasie burzy. Tylko dzięki nim mam odwagę wstać i powitać nowy dzień z uśmiechem na ustach i nie lękam się. Właśnie oni są moim światełkiem w tunelu, przez który boję się iść sam. Wiem i czuję, że los przysłał mi najwspanialszych ludzi na świecie. Dla mnie nawet ich wady stają się zaletami. Kocham ich. Ludzi, którzy akceptują to, że jestem sobą. Bo za to oni także kochają mnie.
---------------------------------------------------------------------------------
To trochę zaczęło się dziać. Teraz dużo będzie takich scen. Przynajmniej tak myślę. Mam nadzieję, że się podobało. Jeśli tak, to komentujcie. Jak nie możecie na blogu wysyłajcie e - maile na adres lauramarano04@gmail.com Gorąco pozdrawiam.
- Bu! - chłopak gwałtownie otworzył drzwi próbując mnie przy tym wystraszyć. Szczerze mówiąc ciśnienie podniosło mi się trochę do góry.
- Smaczny był obiadek? - zapytałam.
- Bardzo. - podszedł do szafki i wyciągnął z niej całą paczkę chipsów.
- Skąd ty masz w tym pokoju tyle jedzenia?
- To na wypadek apokalipsy. - taaa... poczucie humoru, to coś, co z czym się nigdy nie rozstaje.
- Gadałeś z rodzicami o LA? Wiesz, że z dwa tygodnie wylatujecie. - upewniłam się.
- No właśnie... Ale zaraz. Jak to " wylatujecie" ? A co z tobą?
- Muszę pomóc mamie i lecę za tydzień.
- A co z nami?
- Kogoś po was wyślę, albo sama przyjadę.
- Dobra. No, a jeśli chodzi o rodziców, to...
- Nie mów mi tylko, że...
- No, ale oni tak cię uwielbiają. Nie możesz ty im powiedzieć?
- Nie. Nie ma mow... - nienawidzę, gdy patrzy na mnie jednym z tych swoich błagalnych spojrzeń. Zawsze wtedy ulegam. - Nie... No niech ci będzie.
- Dzięki. Jesteś wspaniała.
Z dołu słychać było dźwięk dzwonka. Trish i Dez przyszli.
- Cześć. - przywitali się.
- Siema. To co, idziemy? - zasugerowałam.
Wyszliśmy z domu Moonów i poszliśmy na plażę przez park. Była to długa, ale najbardziej malownicza droga. Zawsze, gdy tam tędy szliśmy tematy do rozmowy same do nas przychodziły.
*Austin*
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Czas upływał nam dość szybko w tak miłej atmosferze. Niestety stało się coś, co w jeden ułamek sekundy ją zniszczyło.
- Ally. Dostałaś wiadomość. - powiedziała Trish.
- No, masz rację. - szatynka wyciągnęła z torby telefon i przejrzała skrzynkę odbiorczą. - To tata. Pisze, że jest już w domu i muszę natychmiast wrócić.
- A wiesz przynajmniej dlaczego? - martwiłem się.
- Nie, ale ponoć to ważne.
- To choć. Idziemy. - zaalarmowała włoszka i zrobiła zwrot o 180 stopni.
- Nie. Wy idźcie na plażę, ja sobie poradzę.
- Nie ma mowy. Idziemy z tobą.
W końcu doszliśmy pod dom przyjaciółki. Ta lekko uchyliła drzwi, aby sprawdzić, czy ktoś nie szwenda się może po przed pokoju.
- Czysto. Wchodzimy. - zarekomendowała.
Weszliśmy powolnym krokiem do mieszkania. Na wycieraczce zostawiliśmy buty, a Ally wyjęła nam z szafki ciapcie.
- Cześć tato. - zawołała i weszła do salonu.
Staliśmy w holu i czekaliśmy na jaki kolwiek znak, ale żadnego nie dostaliśmy. W końcu ruszyliśmy w stronę szatynki.
Gdy ją zobaczyłem przeraziłem się nie na żarty. Ally stała osłupiała w futrynie, a po jej policzkach zaczęły spływać grube łzy. Na kanapie siedział jakiś brunet. Był ubrany w czarne spodnie, białą bluzkę i granatową bluzę.
- Cześć. - powiedział niepewnie.
Ally zasłoniła sobie usta ręką i zaczęła płakać. Po chwili podbiegła do nas i mocno się we mnie wtuliła.
- Kto to jest? - wyszeptałem jej do ucha, ale ona milczała.
Brunet podniósł się z miejsca i podszedł do nas. Trish i Dez nadal stali osłupiali, ale już powoli dochodzili do siebie.
- Jestem Jack. Były chłopak Ally. - myślałem, że zaraz zwariuje. Przede mną stał chłopak, który złamał mojej przyjaciółce serce. Jak on miał w ogóle czelność się tu pokazywać.
- Właśnie. Były. Więc nie rozumiem, co tu jeszcze robisz. - Zawołała Trish.
- Chciałem przeprosić... - nie dokończył, bo Ally mu przerwała.
- Przeprosić!? Przeprosić!? Trzeba było o tym myśleć zanim ze mną przez SMS' a zerwałeś. Ty wiesz jak ja się wtedy czułam!? Jak jakaś idiotka! Trzy bite lata przez ciebie zmarnowałam i nie mam zamiaru tracić już ani sekundy. - pierwszy raz widziałem Ally taką oburzoną. Zawsze wiedziałem, że potrafi pokazać tzw. powera, ale nie, że aż tak.
- Wynocha z mojego mieszkania. - wyrzuciła go za drzwi i mocno nimi trzasnęła.
- Ally. Zostawił telefon. - powiedział Dez.
Szatynka podeszła jeszcze raz do drzwi i je otworzyła. Chłopak stał jeszcze na werandzie.
- I z życia też. - uśmiechnęła się nieszczerze i rzuciła komórką w trawnik.
- Ale Ally zaczekaj. - Jack zdążył się wślizgnąć do mieszkania i złapał Ally za rękę.
- Nie dotykaj mnie! - wrzasnęła, ale nie poskutkowało.
Pan Dawson się ulotnił. Tak, nie ma to jak dobry tatuś. Ale on zawsze powtarzał, że nie będzie się mieszać w życie swoich dzieci po szesnastym roku istnienia.
- Słuchaj! - Trish, Dez i ja zareagowaliśmy w tym samym czasie. - Powiedziała, że masz ją zostawić.
- Chciałbym porozmawiać z Ally sam na sam. - jak temu człowiekowi zaraz nie walnę w twarz, to mnie szlag trafi.
- Ale ja nie chcę. - powiedziała zdenerwowana Ally.
- Ale ja nie chcę, żebyś mi wybaczyła, tylko wysłuchała! - no. W końcu nawet on podniósł głos.
- Dobra. Daje ci dziesięć minut. Ale ani sekundy dłużej. - szatynka uległa. Może i była na niego zła, ale w jej oczach nie było obojętności, ani co dziwne nawet ciekawości. Był w nich żal i tęsknota. Kocham moich przyjaciół najbardziej na świecie i serce mi się kraja, gdy nie są szczęśliwi. Wiem, że ci ludzie oddali by za mnie życie i robię wszystko, aby oni odczuwali to samo. Każdy z nas szuka tej prawidłowej definicji słowa prawdziwy przyjaciel. Ja dzięki tym ludziom ją odnalazłem. I wiem, że prawdziwy przyjaciel to ktoś, kto czyta mnie jak książkę. I gdy wszyscy dookoła chwalą mój piękny i szczery uśmiech on potrafi dostrzec w moich oczach smutek. I wiem, że bez nich będę zerem, nikim. To oni są moją prawdziwą podporą i ostoją w czasie burzy. Tylko dzięki nim mam odwagę wstać i powitać nowy dzień z uśmiechem na ustach i nie lękam się. Właśnie oni są moim światełkiem w tunelu, przez który boję się iść sam. Wiem i czuję, że los przysłał mi najwspanialszych ludzi na świecie. Dla mnie nawet ich wady stają się zaletami. Kocham ich. Ludzi, którzy akceptują to, że jestem sobą. Bo za to oni także kochają mnie.
---------------------------------------------------------------------------------
To trochę zaczęło się dziać. Teraz dużo będzie takich scen. Przynajmniej tak myślę. Mam nadzieję, że się podobało. Jeśli tak, to komentujcie. Jak nie możecie na blogu wysyłajcie e - maile na adres lauramarano04@gmail.com Gorąco pozdrawiam.
wtorek, 3 czerwca 2014
Rozdział 14
Rzuciłam torbę na kanapę i pomaszerowałam ospałym krokiem do kuchni. W brzuchu burczało mi strasznie, a przyznać muszę, że burczenie brzucha, to u mnie rzecz rzadko spotykana. Odgrzałam sobie zupę i zaniosłam ją do salonu. Włączyłam telewizor i zaczęłam jeść obiad. W pewnym momencie usłyszałam nową piosenkę " mojego " zespołu, tj.: "Perfect", która była ustawiona jako dzwonek mojego telefonu. Uśmiechnęłam się sama do siebie, bo na wyświetlaczu widniał napis MAMA.
- Hej mamuń.
- Cześć córeczko. Co u ciebie słychać.
- Wszystko dobrze. Szkoła... No jak to szkoła. Nigdy nie cieszy.
- Zawsze wiesz jak poprawić mi humor. A jak się trzyma Trish?
- Dobrze. Jak to ona. Razem z Dezem kłócą się bez przerwy.
- Przepraszam, że przerwę, ale z jakim Dezem?
- No moim przyjacielem. - zapadła cisza. Z słuchawki dobiegały tylko ciche brzęki talerzy. Mama musiała akurat zmywać.
- Aaaa! Już sobie przypominam. Poznaliście się w kinie, tak?
- Nie, nie. Austina poznałam w kinie. Deza dopiero później.
- Aust... Austina... - szeptała sama do siebie. Próbowała przypomnieć sobie kiedy i gdzie słyszała to imię. - No tak! Już sobie przypominam.
- To dobrze, bo mam dla ciebie niespodziankę.
- Czyli?
- Austin i Dez jadą z nami.
- To świetnie. Chętnie ich poznam.
- Miałaś się dowiedzieć dopiero na miejscu, ale... Lepiej, żebyś się nastawiła psychicznie na ich przyjazd. Można powiedzieć, że to są takimi, jak to się mówi... Tajfunami energii. - usłyszałam cichy śmiech.
- Skąd ja to znam.
Porozmawiałam z mamą jeszcze o innych, błahych sprawach, po czym rozłączyła się, tłumacząc, że Gabe - jej narzeczony wrócił z pracy. Dobrze znam Gabe' a, bo mieszkaliśmy razem już ponad sześć lat. Jest właścicielem radia i wytwórni muzycznej. Reprezentuje " Perfect ", do którego kiedyś także należałam. Ma krótkie, brązowe włosy, a jego oczy są nasycone ciemnymi, ale wyrazistymi odcieniami pigwy. Zawsze nosi marynarkę i dżinsowe spodnie. Bardzo lubi kolorowe T - shirty, które świetnie pasują do poważniej reszty. Od jakiegoś czasu zapuszcza brodę, ale uważa, że w wąsach wyglądał by jak japoński sensej . Mama natomiast od jakiegoś czasu farbuje włosy na "bursztynowy kasztan". Przynajmniej tak pisze na opakowaniu po farbie. Ma brązowe oczy i śniadą cerę. Powieki zawsze pokryte ma delikatną warstwą beżowych cieni. Bardzo zazdroszczę jej tej gracji i wdzięku, jaki posiada. Wszyscy mówią, że jestem do niej podobna. Chciałabym, aby była to prawda. Zajmuje się ginekologią. Jest bardzo znanym i cenionym lekarzem. Marzy o tym, abym przejęła po niej stanowisko, ale mnie nie ciągnie do medycyny. Kiedyś jej się sprzeciwiłam i... No nie udało mi się to najlepiej.
Mój cel był taki: Namówić matkę, aby pozwoliła mi wrócić do zespołu. Ale chyba wiadomo jaka była jej odpowiedź. Jednak moje starania nie poszły na marne. "Ewentualnie możesz się zajmować muzyką zza kulis. Możesz zostać ich menadżerką, tekściarką, pozwalam ci nawet pracować u Gabe'a. Ale od mikrofonu i instrumentów trzymaj się lepiej z daleka, bo jak nie, to wiesz jak to się wszystko skończy. Wiesz, że kocham cię nad życie, ale jeśli zobaczę cię na scenie, to możesz już przygotowywać przyjaciół, że ich sława nie potrwa długo." To była jej odpowiedź. Tylko... No jak do cholery można powiedzieć, że się kogoś kocha i wbić mu nóż w plecy?! Zawsze, gdy przypominam sobie naszą rozmowę łzy same napływają mi do oczu. Moja rodzona matka, która siedemnaście lat temu wydała mnie na świat niszczy moje marzenia i choć wie, że mam szansę je spełnić i zabłysnąć w świetle reflektorów choć raz, choć ten jeden, jedyny raz, robi wszystko, abym tego nie zrobiła i nie była szczęśliwa. A strach przed sceną? To tylko głupia wymówka, żeby inni mnie nie namawiali do przeciwstawienia się matce. Przecież jak bym jej coś powiedziała, to nie dość, że ja bym miała przez to kłopoty, to ludzie, których kocham jak rodzinę również.
Odstawiłam pusty talerz do zmywarki i poszłam na górę. Złożyłam na siebie skórzaną kurtkę, białą bluzkę w czarne, duże grochy i ciemno dżinsowe rurki. Na nogi włożyłam trampki i wyszłam na werandę. Dom zamknęłam na klucz i szarpnęłam dwa razy klamką, by upewnić się, czy drzwi na pewno się nie otworzą. Podeszłam pod garaż i wyciągnęłam z niego motor. Na głowie zapięłam kask, a w bagażniku schowałam torbę.
- Dzień dobry. - usłyszałam czyjeś powitanie
- Dzień dobry pani Moon. - odparłam osobie, która okazała się być matką Austina.
- Jak ci się podoba szkoła? - jak ja nienawidzę tego pytania. Po prostu nie cierpię. Co się ma odpowiedzieć w takich sytuacjach? Szkoła to szkoła. Nieważne gdzie i w którym wieku.
- Nawet fajna. Chodzę z Austinem do tej samej klasy. Na pewno pani mówił.
- Wspominał coś.
- Więc nie martwię się, że ktoś będzie próbował mi się naprzykrzać.
- Tak. Jak znam mojego synalka, to nawet tych, którzy są w porządku by odganiał.
- Ciekawa jestem co by było jakby mój chłop... To znaczy były chłopak złożyłby mi niespodziewaną wizytę. - łza zaczęła kręcić mi się koło oka. Choć jestem zła na Jacka za to, co zrobił, to zawsze jakaś cząstka mnie nie będzie potrafiła się bez niego obejść. Brakuje mi go. Całej mnie. Tych jego uścisków, ciepłych słów, wsparcia, jakie mi dawał. Może teraz nie żywię do niego tak głębokiego uczucia jak kiedyś, ale nie potrafię go określić jako przeszłość. Coś co minęło, nie wróci.
- Gadacie o mnie? - zza drzwi wyłoniła się postać Austin'a.
- Nie wszystko zawsze musi się kręcić wokół ciebie. - odparła pani Moon.
- Masz ochotę przejechać się ze mną. - wskazałam na motor.
- Ty na prawdę jeździsz tym... czymś? - dziwiła się mama blondaska.
- Tak. Ale proszę się nie martwić. Mam prawo jazdy, kask i wprawę.
- Z wielką chęcią. - odezwał się chłopak.
Austin dosłownie przeskoczył przez płot i usiadł na bagażniku. Ja pożegnałam panią Mimi i zajęłam swoje miejsce na motorze.
- To gdzie mnie zabierasz? - zapytał.
- Do sklepu. Umówiłam się z Trish, na zakupy.
- Acha... - przeciągnął zawiedziony.
- Żartowałam. Jadę do sklepu.
Blondasek odetchnął z ulgą.
- To może przy okazji podjedziemy do Dez' a?
- Z wielką chęcią.
*******************
Jak ja kocham ten dźwięk. Jesteś zmęczony, bo pół nocy przesiedziałeś u przyjaciela i straciłeś poczucie czasu, a tu ci nagle głośne DRYŃ przerywa sen, trwający zaledwie cztery godziny. Nie zasypiałam już, bo uznałam, że nie ma sensu. Leżałam tak sobie w ciszy przez około pięć minut i zauważyłam, że mam na sobie wczorajsze ubrania. Spojrzałam na telefon. Sobota. Jakie szczęście. Gdybym musiała iść teraz do szkoły to bym chyba zwariowała. Głowa mnie bolała strasznie. Moja fryzura zamieniła się w pole po zaciętej walce, a na ręce miałam plasterek z postaciami disney' owskiej bajki.
- Mamo daj mi jeszcze pięć minut. - usłyszałam zaspany głos.
Wstałam szybko z łóżka i zobaczyłam trzy sylwetki ułożone na moim dywanie. Cały pokój zamienił się w pobojowisko. Wszędzie porozrzucane były opakowania po chipsach i coli, a w kącie znajdowały się byle jak złożone gry planszowe. Te trzy sylwetki na podłodze okazały się należeć do Trish, Dez' a i Austin' a. Postanowiłam ich nie budzić, więc zeszłam na dół. Postanowiłam zrobić śniadanie. Usmażyłam naleśniki, a do kubeczków nalałam soku pomarańczowego. " Co się wczoraj stało? " To pytanie nie dawało mi spokoju. No nic. Może reszta będzie coś pamiętać. Zauważyłam, że na stole leży kartka. Na niej było napisane:
Kochana Ally!
Nie wrócę na noc do domu. Coś ważnego wypadło mi w Nowym Yorku i musiałem niezwłocznie jechać. Dzwoniłem do ciebie, ale nie odbierałaś. Nie bądź zła.
Kocham. Tata
No to już jasne, dlaczego taty nie było wczoraj w domu. Super. Czyli, że mam rozumieć, że tak z dnia na dzień dowiedział się, że musi jechać do Nowego Yorku. Życie zawsze jest koszmarem, czy tylko jak ma się siedemnaście lat?
nagle usłyszałam skrzypienie schodów.
- Cześć. - zawołała Trish.
- Cześć. - odparłam.
- Pamiętasz może coś z wczoraj?
- Nie. Pamiętam tylko, że mieliśmy jechać do Dez' a.
- Tak. Coś mi świta. Napisałaś mi SMS'a.
- Może chłopaki będą pamiętać coś więcej.
- Ej dziewczyny!!! Co my robimy u Ally? - zapytali chłopcy, którzy zeszli ze schodów.
- Wygląda na to, że z jakiegoś powodu spaliście u mnie. - odparłam.
- A wiecie z jakiego? - odpowiedział Dez.
- Taaa... Fajnie by było. - zmieszałyśmy się z Trish. Czyli, że żadne z nas nic nie pamięta.
- Ej. Zobaczcie. - blondyn wyciągnął w naszą stronę telefon - jest tu mnóstwo filmików z wczoraj.
- Włączaj. - powiedziałam z duszą na ramieniu.
- Włączyłeś - powiedziałam.
- Tak. - odezwał się ktoś, kto trzymał telefon.
Wzięłam łyżkę, która leżała na stole i przeczesałam włosy.
- Przed państwem wielki i wspaniały Austin Moon! - krzyknęłam jak prowadząca koncert.
- Witam Państwo na moim pierwszym koncercie. - Austin stanął na " scenie, " za którą posłużyło łóżko Deza.
- Serio? Łyżka jako mikrofon? - zaśmiała się Trish.
- Serio, serio. Liczy się to, że jestem przynajmniej kreatywna. - odburknęłam.
- O matko. Najlepszy był Austin na tym łóżku. - przerwał mi Dez.
- Zgadzam się z Ally. Kreatywność to podstawa.
Obejrzeliśmy wszystkie filmiki, ale nie zajęło nam to dużo czasu, ponieważ część z nich trwała po pięć sekund.
---------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie czternasty rozdział. Lubicie może leżeć w domu i się kurować? Nie? Ja też nie, a właśnie mnie jakiś wstrętny wirus złapał i nie puszcza. Do końca tygodnia jestem przykuta do łóżka. No ale cóż. Jak mus to mus.
Leże tak i przeglądam tylko stronki o A&A. I oczywiście bloga piszę :)
- Hej mamuń.
- Cześć córeczko. Co u ciebie słychać.
- Wszystko dobrze. Szkoła... No jak to szkoła. Nigdy nie cieszy.
- Zawsze wiesz jak poprawić mi humor. A jak się trzyma Trish?
- Dobrze. Jak to ona. Razem z Dezem kłócą się bez przerwy.
- Przepraszam, że przerwę, ale z jakim Dezem?
- No moim przyjacielem. - zapadła cisza. Z słuchawki dobiegały tylko ciche brzęki talerzy. Mama musiała akurat zmywać.
- Aaaa! Już sobie przypominam. Poznaliście się w kinie, tak?
- Aust... Austina... - szeptała sama do siebie. Próbowała przypomnieć sobie kiedy i gdzie słyszała to imię. - No tak! Już sobie przypominam.
- To dobrze, bo mam dla ciebie niespodziankę.
- Czyli?
- Austin i Dez jadą z nami.
- To świetnie. Chętnie ich poznam.
- Miałaś się dowiedzieć dopiero na miejscu, ale... Lepiej, żebyś się nastawiła psychicznie na ich przyjazd. Można powiedzieć, że to są takimi, jak to się mówi... Tajfunami energii. - usłyszałam cichy śmiech.
- Skąd ja to znam.
Porozmawiałam z mamą jeszcze o innych, błahych sprawach, po czym rozłączyła się, tłumacząc, że Gabe - jej narzeczony wrócił z pracy. Dobrze znam Gabe' a, bo mieszkaliśmy razem już ponad sześć lat. Jest właścicielem radia i wytwórni muzycznej. Reprezentuje " Perfect ", do którego kiedyś także należałam. Ma krótkie, brązowe włosy, a jego oczy są nasycone ciemnymi, ale wyrazistymi odcieniami pigwy. Zawsze nosi marynarkę i dżinsowe spodnie. Bardzo lubi kolorowe T - shirty, które świetnie pasują do poważniej reszty. Od jakiegoś czasu zapuszcza brodę, ale uważa, że w wąsach wyglądał by jak japoński sensej . Mama natomiast od jakiegoś czasu farbuje włosy na "bursztynowy kasztan". Przynajmniej tak pisze na opakowaniu po farbie. Ma brązowe oczy i śniadą cerę. Powieki zawsze pokryte ma delikatną warstwą beżowych cieni. Bardzo zazdroszczę jej tej gracji i wdzięku, jaki posiada. Wszyscy mówią, że jestem do niej podobna. Chciałabym, aby była to prawda. Zajmuje się ginekologią. Jest bardzo znanym i cenionym lekarzem. Marzy o tym, abym przejęła po niej stanowisko, ale mnie nie ciągnie do medycyny. Kiedyś jej się sprzeciwiłam i... No nie udało mi się to najlepiej.
Mój cel był taki: Namówić matkę, aby pozwoliła mi wrócić do zespołu. Ale chyba wiadomo jaka była jej odpowiedź. Jednak moje starania nie poszły na marne. "Ewentualnie możesz się zajmować muzyką zza kulis. Możesz zostać ich menadżerką, tekściarką, pozwalam ci nawet pracować u Gabe'a. Ale od mikrofonu i instrumentów trzymaj się lepiej z daleka, bo jak nie, to wiesz jak to się wszystko skończy. Wiesz, że kocham cię nad życie, ale jeśli zobaczę cię na scenie, to możesz już przygotowywać przyjaciół, że ich sława nie potrwa długo." To była jej odpowiedź. Tylko... No jak do cholery można powiedzieć, że się kogoś kocha i wbić mu nóż w plecy?! Zawsze, gdy przypominam sobie naszą rozmowę łzy same napływają mi do oczu. Moja rodzona matka, która siedemnaście lat temu wydała mnie na świat niszczy moje marzenia i choć wie, że mam szansę je spełnić i zabłysnąć w świetle reflektorów choć raz, choć ten jeden, jedyny raz, robi wszystko, abym tego nie zrobiła i nie była szczęśliwa. A strach przed sceną? To tylko głupia wymówka, żeby inni mnie nie namawiali do przeciwstawienia się matce. Przecież jak bym jej coś powiedziała, to nie dość, że ja bym miała przez to kłopoty, to ludzie, których kocham jak rodzinę również.
Odstawiłam pusty talerz do zmywarki i poszłam na górę. Złożyłam na siebie skórzaną kurtkę, białą bluzkę w czarne, duże grochy i ciemno dżinsowe rurki. Na nogi włożyłam trampki i wyszłam na werandę. Dom zamknęłam na klucz i szarpnęłam dwa razy klamką, by upewnić się, czy drzwi na pewno się nie otworzą. Podeszłam pod garaż i wyciągnęłam z niego motor. Na głowie zapięłam kask, a w bagażniku schowałam torbę.
- Dzień dobry. - usłyszałam czyjeś powitanie
- Dzień dobry pani Moon. - odparłam osobie, która okazała się być matką Austina.
- Jak ci się podoba szkoła? - jak ja nienawidzę tego pytania. Po prostu nie cierpię. Co się ma odpowiedzieć w takich sytuacjach? Szkoła to szkoła. Nieważne gdzie i w którym wieku.
- Nawet fajna. Chodzę z Austinem do tej samej klasy. Na pewno pani mówił.
- Wspominał coś.
- Więc nie martwię się, że ktoś będzie próbował mi się naprzykrzać.
- Tak. Jak znam mojego synalka, to nawet tych, którzy są w porządku by odganiał.
- Ciekawa jestem co by było jakby mój chłop... To znaczy były chłopak złożyłby mi niespodziewaną wizytę. - łza zaczęła kręcić mi się koło oka. Choć jestem zła na Jacka za to, co zrobił, to zawsze jakaś cząstka mnie nie będzie potrafiła się bez niego obejść. Brakuje mi go. Całej mnie. Tych jego uścisków, ciepłych słów, wsparcia, jakie mi dawał. Może teraz nie żywię do niego tak głębokiego uczucia jak kiedyś, ale nie potrafię go określić jako przeszłość. Coś co minęło, nie wróci.
- Gadacie o mnie? - zza drzwi wyłoniła się postać Austin'a.
- Nie wszystko zawsze musi się kręcić wokół ciebie. - odparła pani Moon.
- Masz ochotę przejechać się ze mną. - wskazałam na motor.
- Ty na prawdę jeździsz tym... czymś? - dziwiła się mama blondaska.
- Tak. Ale proszę się nie martwić. Mam prawo jazdy, kask i wprawę.
- Z wielką chęcią. - odezwał się chłopak.
Austin dosłownie przeskoczył przez płot i usiadł na bagażniku. Ja pożegnałam panią Mimi i zajęłam swoje miejsce na motorze.
- To gdzie mnie zabierasz? - zapytał.
- Do sklepu. Umówiłam się z Trish, na zakupy.
- Acha... - przeciągnął zawiedziony.
- Żartowałam. Jadę do sklepu.
Blondasek odetchnął z ulgą.
- To może przy okazji podjedziemy do Dez' a?
- Z wielką chęcią.
*******************
Jak ja kocham ten dźwięk. Jesteś zmęczony, bo pół nocy przesiedziałeś u przyjaciela i straciłeś poczucie czasu, a tu ci nagle głośne DRYŃ przerywa sen, trwający zaledwie cztery godziny. Nie zasypiałam już, bo uznałam, że nie ma sensu. Leżałam tak sobie w ciszy przez około pięć minut i zauważyłam, że mam na sobie wczorajsze ubrania. Spojrzałam na telefon. Sobota. Jakie szczęście. Gdybym musiała iść teraz do szkoły to bym chyba zwariowała. Głowa mnie bolała strasznie. Moja fryzura zamieniła się w pole po zaciętej walce, a na ręce miałam plasterek z postaciami disney' owskiej bajki.
- Mamo daj mi jeszcze pięć minut. - usłyszałam zaspany głos.
Wstałam szybko z łóżka i zobaczyłam trzy sylwetki ułożone na moim dywanie. Cały pokój zamienił się w pobojowisko. Wszędzie porozrzucane były opakowania po chipsach i coli, a w kącie znajdowały się byle jak złożone gry planszowe. Te trzy sylwetki na podłodze okazały się należeć do Trish, Dez' a i Austin' a. Postanowiłam ich nie budzić, więc zeszłam na dół. Postanowiłam zrobić śniadanie. Usmażyłam naleśniki, a do kubeczków nalałam soku pomarańczowego. " Co się wczoraj stało? " To pytanie nie dawało mi spokoju. No nic. Może reszta będzie coś pamiętać. Zauważyłam, że na stole leży kartka. Na niej było napisane:
Kochana Ally!
Nie wrócę na noc do domu. Coś ważnego wypadło mi w Nowym Yorku i musiałem niezwłocznie jechać. Dzwoniłem do ciebie, ale nie odbierałaś. Nie bądź zła.
Kocham. Tata
No to już jasne, dlaczego taty nie było wczoraj w domu. Super. Czyli, że mam rozumieć, że tak z dnia na dzień dowiedział się, że musi jechać do Nowego Yorku. Życie zawsze jest koszmarem, czy tylko jak ma się siedemnaście lat?
nagle usłyszałam skrzypienie schodów.
- Cześć. - zawołała Trish.
- Cześć. - odparłam.
- Pamiętasz może coś z wczoraj?
- Nie. Pamiętam tylko, że mieliśmy jechać do Dez' a.
- Tak. Coś mi świta. Napisałaś mi SMS'a.
- Może chłopaki będą pamiętać coś więcej.
- Ej dziewczyny!!! Co my robimy u Ally? - zapytali chłopcy, którzy zeszli ze schodów.
- Wygląda na to, że z jakiegoś powodu spaliście u mnie. - odparłam.
- A wiecie z jakiego? - odpowiedział Dez.
- Taaa... Fajnie by było. - zmieszałyśmy się z Trish. Czyli, że żadne z nas nic nie pamięta.
- Ej. Zobaczcie. - blondyn wyciągnął w naszą stronę telefon - jest tu mnóstwo filmików z wczoraj.
- Włączaj. - powiedziałam z duszą na ramieniu.
- Włączyłeś - powiedziałam.
- Tak. - odezwał się ktoś, kto trzymał telefon.
Wzięłam łyżkę, która leżała na stole i przeczesałam włosy.
- Przed państwem wielki i wspaniały Austin Moon! - krzyknęłam jak prowadząca koncert.
- Witam Państwo na moim pierwszym koncercie. - Austin stanął na " scenie, " za którą posłużyło łóżko Deza.
- Serio? Łyżka jako mikrofon? - zaśmiała się Trish.
- Serio, serio. Liczy się to, że jestem przynajmniej kreatywna. - odburknęłam.
- O matko. Najlepszy był Austin na tym łóżku. - przerwał mi Dez.
- Zgadzam się z Ally. Kreatywność to podstawa.
Obejrzeliśmy wszystkie filmiki, ale nie zajęło nam to dużo czasu, ponieważ część z nich trwała po pięć sekund.
---------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie czternasty rozdział. Lubicie może leżeć w domu i się kurować? Nie? Ja też nie, a właśnie mnie jakiś wstrętny wirus złapał i nie puszcza. Do końca tygodnia jestem przykuta do łóżka. No ale cóż. Jak mus to mus.
Leże tak i przeglądam tylko stronki o A&A. I oczywiście bloga piszę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



