- Nigdy nawet nie pomyślałabym, że znajdę w tym wielkim świecie kogoś takiego jak ty. - wyznała dziewczyna, po czym objąłem ją ramieniem.
- Ja też. Taki przyjaciel jak ty to ogromny skarb. - odparłem patrząc jej w oczy.
Nie były już smutne, ale pełne ciepła i otuchy. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Myślałem już, że zapomniała, o poprzednim wydarzeniu.
- Jack może się przy tobie schować w kąt. - powiedziała.
- A kto to Jack? - zapytałem, ale znałem już odpowiedź.
- Ten kretyn, przez którego potłukłam szklanki! - odpowiedziała ze wściekłością dziewczyna.
- Ally. - powiedziałem spokojnie. - Teraz myśl tylko o sobie. Zaraz zaczyna się szkoła, a ja obiecuję, że nie odstąpię cię w niej nawet na krok. - oznajmiłem.
- Jesteś kochany.
- To cały ja.
- Jak to jest, że tyle już żyję, a spotkałam cię dopiero teraz?
- Mógłbym powiedzieć to samo, ale nie powiem, bo jestem zdania, że lepiej późno, niż wcale.
Szatynka wybuchnęła śmiechem, a ja do niej dołączyłem. Po skończonych wygłupach siedzieliśmy nie odzywając się do siebie nawet słowem. Tą przyjemną ciszę przerwał telefon skierowany do Ally.
- Halo? - zapytała dziewczyna.
Rozmawiała tak około pół godziny, ale wyszła z pokoju, bo chyba nie chciała, abym słyszał, o czym mówiła.
Wyszła, znów przybita i przygnębiona.
- Kto dzwonił? - zapytałem.
- Nikt taki.
- A ja jednak myślę, że to był ktoś ważny.
- Dlaczego?
- Bo zawsze jak mówisz " Nikt taki ", to okazuje się, że to był właśnie " Ktoś taki ".
- Tym razem się mylisz. Mama dzwoniła, zapytać jak się czuję. Napisałam jej, że Jack ze mną zerwał.
Rzuciła to tak beznamiętnie, że zbiła mnie z tropu.
- Ale czemu jesteś smutna?
- Ponieważ moja mama jest zaręczona i ma brać ślub. Ale data ślubu pokrywa się z urodzinami ojca.
Nie wiem, co mam zrobić. Odkąd przyjechałam mieliśmy tylko jeden dzień " Ojca i córki ". - powiedziała ze smutkiem.
- Mam pomysł. Zaproś swojego ojca na kolację. Moi rodzice też tam będą. To chyba dobrze jeśli się poznają, nie? - zaproponowałem.
- Jesteś geniuszem. A urodziny zrobię mu kilka dni przed wyjazdem. - wykrzyczała.
- Ok. To teraz się uśmiechniesz? - poprosiłem.
Szatynka wykonała prośbę.
- To teraz muszę tylko kogoś zaprosić. Nie wiem kogo. Trish ma osobne zaproszenie i ona też musi kogoś zaprosić. - żaliła się.
- Możesz wziąć mnie. - rzuciłem.
- Ciebie???
- No... tak.
- Fajnie, że chciałbyś iść, ale...
- Będziesz się dziwnie czuła.
- Troszkę...
- Sama mówiłaś, że jestem twoim najlepszym przyjacielem.
- Dobra. Pójdziesz ze mną na to wesele.
wtorek, 25 marca 2014
poniedziałek, 24 marca 2014
Rozdział 8
Wszyscy byliśmy bardzo zachwyceni umiejętnościami rudzielca. Nawet Austin nie wiedział do tej pory, że chłopak jest tak dobry. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Dez musiał iść do domu, Trish też. Tylko blondyn został i pomógł mi sprzątać.
- Dzięki. - powiedziałam.
- Nie ma za co. Wiesz, że zawsze ci pomogę. - odparł szczerząc się w moją stronę.
- Wiem.
* Austin *
Ally uśmiechnęła się do mnie pokazując swoje białe zęby.
- Zaniosę szklanki do zmywarki . - uniosła tacę z naczyniami i poszła z nimi w stronę kuchni.
Wzięła przy tym swoją komórkę, bo miała jedną nieprzeczytaną wiadomość. Nagle z pomieszczenia, w którym znajdowała się dziewczyna wybuchł dźwięk potłuczonego szkła. Jak oparzony wparowałem do kuchni i zastałem tam Ally, próbującą pozbierać odpadki z podłogi.
- Nic ci się nie stało? - zapytałam przejmując od niej szuflę.
- Nic. - odpowiedziała cicho dziewczyna.
Jej twarz była blada. Oczy, wpatrujące się bezmyślnie w podłogę wydawały się być pełne strachu i smutku. Po różowych policzkach spływały ogromne łzy, które napływały do otworzonych ust. Ręce, całe pokrwawione ułożyły się na spódnicy. Była ona bardzo słaba i pozbawiona jakiejkolwiek radości i uśmiechu. Wstała powoli i szurają nogami doszła do salonu. Wolno opadło na kanapę i tym razem wpatrywała się w sufit. Łzy robiły się coraz większe i poduszka, na której leżała dziewczyna zrobiła się momentalnie mokra. Podszedłem do niej i ucałowałem w czoło. Ona nadal leżała nieruchomo.
- Co się stało? - zapytałem opiekuńczo.
Dopiero wtedy dziewczyna wstała i wytarła łzy. Poprawiła włosy i zaczęła z trudem mówić.
- Mój... chłop... chłopak... napisał... - wyjąkała.
Patrzyłem na nią ze zdziwieniem.
- Mów dalej. - powiedziałem udając niewzruszonego na poprzednie słowa.
- On... zerwał ze mną! - wybuchnęła płaczem.
- Co za palant. I to jeszcze przez SMS' a! - oburzyłem się.
- Austin. Co ja mam teraz zrobić? - zapytała opierając mi się na ramieniu.
- Nic. Po prostu o nim zapomnij. Jesteś śliczna, mądra, bystra i utalentowana. Jeśli on tego nie widzi, to jest ślepy. - powiedziałem.
- Na prawdę uważasz, że jestem śliczna? - dopytywała się, a ja dopiero wtedy dotarło do mnie, co przed chwilą powiedziałem.
- No... Brzydka nie jesteś... Raczej wręcz przeciwnie. - uśmiechnąłem się do niej, a ona odwzajemniła gest.
- Dzięki. - powiedziałam.
- Nie ma za co. Wiesz, że zawsze ci pomogę. - odparł szczerząc się w moją stronę.
- Wiem.
* Austin *
Ally uśmiechnęła się do mnie pokazując swoje białe zęby.
- Zaniosę szklanki do zmywarki . - uniosła tacę z naczyniami i poszła z nimi w stronę kuchni.
Wzięła przy tym swoją komórkę, bo miała jedną nieprzeczytaną wiadomość. Nagle z pomieszczenia, w którym znajdowała się dziewczyna wybuchł dźwięk potłuczonego szkła. Jak oparzony wparowałem do kuchni i zastałem tam Ally, próbującą pozbierać odpadki z podłogi.
- Nic ci się nie stało? - zapytałam przejmując od niej szuflę.
- Nic. - odpowiedziała cicho dziewczyna.
Jej twarz była blada. Oczy, wpatrujące się bezmyślnie w podłogę wydawały się być pełne strachu i smutku. Po różowych policzkach spływały ogromne łzy, które napływały do otworzonych ust. Ręce, całe pokrwawione ułożyły się na spódnicy. Była ona bardzo słaba i pozbawiona jakiejkolwiek radości i uśmiechu. Wstała powoli i szurają nogami doszła do salonu. Wolno opadło na kanapę i tym razem wpatrywała się w sufit. Łzy robiły się coraz większe i poduszka, na której leżała dziewczyna zrobiła się momentalnie mokra. Podszedłem do niej i ucałowałem w czoło. Ona nadal leżała nieruchomo.
- Co się stało? - zapytałem opiekuńczo.
Dopiero wtedy dziewczyna wstała i wytarła łzy. Poprawiła włosy i zaczęła z trudem mówić.
- Mój... chłop... chłopak... napisał... - wyjąkała.
Patrzyłem na nią ze zdziwieniem.
- Mów dalej. - powiedziałem udając niewzruszonego na poprzednie słowa.
- On... zerwał ze mną! - wybuchnęła płaczem.
- Co za palant. I to jeszcze przez SMS' a! - oburzyłem się.
- Austin. Co ja mam teraz zrobić? - zapytała opierając mi się na ramieniu.
- Nic. Po prostu o nim zapomnij. Jesteś śliczna, mądra, bystra i utalentowana. Jeśli on tego nie widzi, to jest ślepy. - powiedziałem.
- Na prawdę uważasz, że jestem śliczna? - dopytywała się, a ja dopiero wtedy dotarło do mnie, co przed chwilą powiedziałem.
- No... Brzydka nie jesteś... Raczej wręcz przeciwnie. - uśmiechnąłem się do niej, a ona odwzajemniła gest.
Rozdział 7
- Ty się wstydzisz mnie jemu przedstawić?! - zapytała podenerwowana dziewczyna.
- Co!? Nie. - zaprzeczyłem - Raczej na odwrót. - dodałem cicho.
- No weź! Nie może być aż tak źle. - przekonywała mnie.
W końcu jej uległem. Ona miała w sobie coś takiego, że nie potrafiłem jej odmówić. Nie wiem, czy to przez tą jej naturalność, czy sposób bycia. Ta dziewczyna była inna niż wszystkie, wyjątkowa. Za każdym razem, gdy jej się na coś skarżyłem, ona potrafiła mi to przedstawić w taki sposób, że od razu zapominałem, co tak w ogóle byłą tą wadą. Ale wracając do Deza. Umówiliśmy się o 16:00 w domu Ally. Chłopak jak zawsze chętnie zgodził się poznać nową przyjaciółkę.
* Ally *
W końcu wybiła piętnasta. Zaczęłam szykować się do spotkania. Nie wiem dlaczego Austin nie chciał przedstawić mnie Dezowi. Przecież to dobrzy przyjaciele, a ja chciałabym poznać jego znajomych. On moich już zna, a ja jego nie. Ale może po prostu on jest takim typem człowieka, który potrzebuje poznać daną osobę bardzo dobrze, a dopiero później dać poznawać siebie. To by się w sumie zgadzało. Chłopak ogólnie mało mówi o sobie. Zawsze to ja nawijam jak najęta, a on tylko słucha.
- Dryń....dryń... - zadzwonił mój telefon.
Na wyświetlaczu pokazało mi się zdjęcie z Austinem.
- Halo? - zapytałam.
- Cześć Ally. - odparł.
- Coś się stało?
- Nie, nie. Tylko możemy spóźnić się parę minut, więc nie spiesz się z jedzeniem.
- Ok. Nie ma sprawy.
- Fajnie. To pa.
- Zaczekaj chwilkę.
- O co chodzi?
- Nic ważnego. Po prostu miałam nadzieję, że mi pomożesz i nic nie przygotowywałam.
- A to klops. Nie martw się. Coś wymyślę.
Po skończonej rozmowie otworzyłam szafę z przygotowanymi kompletami na różne okazję. Nie wiedziałam jednak, co mam włożyć na taką, więc przymierzyłam prawię wszystko. W końcu udało mi się wygrzebać turkusową sukienkę, dżinsową katanę bez rękawów i naszyjnik z moim imieniem. Austinowi się bardzo podoba, ale śmieje się, że wygląda jak obroża dla psa. Już 16:20, a ich jeszcze nie ma. Nagle do drzwi ktoś zapukał. Była to Trish, którą wcześniej zaprosiłam.
- Hej. - przywitała się, całując mnie w policzek.
- Cześć. - odparłam.
Miałam już zamykać drzwi, ale zobaczyłam Austina wychodzącego z domu.
- Austin! - krzyknęłam.
Chłopak podbiegł do mnie i obejrzał się jeszcze za siebie. Tym razem z drzwi wyłonił się Dez - jego najlepszy przyjaciel. Przywitał mnie ciepło.
- Cześć. - powiedziałam i chciałam mu podać rękę, ale nie zdążyłam, bo on mnie mocno przytulił.
- Siema. - odpowiedział.
- Mówiłem. - szepnął blondyn.
Bardzo miło rozmawiało mi się z rudym. Chłopcy kupili chipsy i kolę, oraz popcorn. Trish przyniosła dwa filmy. Oczywiście horrory. Ona je uwielbiała, ale ja nienawidziłam. Albo raczej się bałam. Brązowooki przekonywał mnie do tych filmów chyba pół godziny.
- Proooooooszę. - przeciągał wyraz.
- No... Ewentualnie... Ale to jest wyjątek. - odpuściłam.
- Jasne jak słońce. - chłopak przyjął pozę majtka meldującego się kapitanowi, albo coś w tym stylu.
Przysiadłam obok niego na kanapie i zaczęłam oglądać. Najpier pojawił się tytuł w jakimś pokrwawionym formacie. To był zdumiewający efekt specjalny.
- A wiecie, że ja też kręcę? - zapytał dumny Dez.
- Serio?! To świetnie. - odparłam entuzjastycznie.
Potem chłopak wyjął swój sprzęt i nam go pokazał.
- Co!? Nie. - zaprzeczyłem - Raczej na odwrót. - dodałem cicho.
- No weź! Nie może być aż tak źle. - przekonywała mnie.
W końcu jej uległem. Ona miała w sobie coś takiego, że nie potrafiłem jej odmówić. Nie wiem, czy to przez tą jej naturalność, czy sposób bycia. Ta dziewczyna była inna niż wszystkie, wyjątkowa. Za każdym razem, gdy jej się na coś skarżyłem, ona potrafiła mi to przedstawić w taki sposób, że od razu zapominałem, co tak w ogóle byłą tą wadą. Ale wracając do Deza. Umówiliśmy się o 16:00 w domu Ally. Chłopak jak zawsze chętnie zgodził się poznać nową przyjaciółkę.
* Ally *
W końcu wybiła piętnasta. Zaczęłam szykować się do spotkania. Nie wiem dlaczego Austin nie chciał przedstawić mnie Dezowi. Przecież to dobrzy przyjaciele, a ja chciałabym poznać jego znajomych. On moich już zna, a ja jego nie. Ale może po prostu on jest takim typem człowieka, który potrzebuje poznać daną osobę bardzo dobrze, a dopiero później dać poznawać siebie. To by się w sumie zgadzało. Chłopak ogólnie mało mówi o sobie. Zawsze to ja nawijam jak najęta, a on tylko słucha.
- Dryń....dryń... - zadzwonił mój telefon.
Na wyświetlaczu pokazało mi się zdjęcie z Austinem.
- Halo? - zapytałam.
- Cześć Ally. - odparł.
- Coś się stało?
- Nie, nie. Tylko możemy spóźnić się parę minut, więc nie spiesz się z jedzeniem.
- Ok. Nie ma sprawy.
- Fajnie. To pa.
- Zaczekaj chwilkę.
- O co chodzi?
- Nic ważnego. Po prostu miałam nadzieję, że mi pomożesz i nic nie przygotowywałam.
- A to klops. Nie martw się. Coś wymyślę.
Po skończonej rozmowie otworzyłam szafę z przygotowanymi kompletami na różne okazję. Nie wiedziałam jednak, co mam włożyć na taką, więc przymierzyłam prawię wszystko. W końcu udało mi się wygrzebać turkusową sukienkę, dżinsową katanę bez rękawów i naszyjnik z moim imieniem. Austinowi się bardzo podoba, ale śmieje się, że wygląda jak obroża dla psa. Już 16:20, a ich jeszcze nie ma. Nagle do drzwi ktoś zapukał. Była to Trish, którą wcześniej zaprosiłam.
- Hej. - przywitała się, całując mnie w policzek.
- Cześć. - odparłam.
Miałam już zamykać drzwi, ale zobaczyłam Austina wychodzącego z domu.
- Austin! - krzyknęłam.
Chłopak podbiegł do mnie i obejrzał się jeszcze za siebie. Tym razem z drzwi wyłonił się Dez - jego najlepszy przyjaciel. Przywitał mnie ciepło.
- Cześć. - powiedziałam i chciałam mu podać rękę, ale nie zdążyłam, bo on mnie mocno przytulił.
- Siema. - odpowiedział.
- Mówiłem. - szepnął blondyn.
Bardzo miło rozmawiało mi się z rudym. Chłopcy kupili chipsy i kolę, oraz popcorn. Trish przyniosła dwa filmy. Oczywiście horrory. Ona je uwielbiała, ale ja nienawidziłam. Albo raczej się bałam. Brązowooki przekonywał mnie do tych filmów chyba pół godziny.
- Proooooooszę. - przeciągał wyraz.
- No... Ewentualnie... Ale to jest wyjątek. - odpuściłam.
- Jasne jak słońce. - chłopak przyjął pozę majtka meldującego się kapitanowi, albo coś w tym stylu.
Przysiadłam obok niego na kanapie i zaczęłam oglądać. Najpier pojawił się tytuł w jakimś pokrwawionym formacie. To był zdumiewający efekt specjalny.
- A wiecie, że ja też kręcę? - zapytał dumny Dez.
- Serio?! To świetnie. - odparłam entuzjastycznie.
Potem chłopak wyjął swój sprzęt i nam go pokazał.
wtorek, 18 marca 2014
Rozdział 6
To, co powiedziałam mogło brzmieć trochę śmiesznie, ale mimo to naprawdę postanowiłam podjąć to trudne wyzwanie.
- Cieszę się, że to właśnie ty będziesz dla mnie pisać. - powiedział Austin.
- Ja też. Miałam ci przynieść kilka piosenek tej TAJEMNICZEJ TEKŚCIARKI, ale chyba domyślasz się, że to ja? - zapytałam.
- Jasne. I naprawdę się z tego cieszę.
- Miło mi to słyszeć.
- Ale nie rozumiem jednego.
- Czego?
- Dlaczego wcześniej nie zajmowałaś się muzyką?
- Rodzice... To znaczy, bardziej mama, uważa, że muzyka, to marnowanie bezcennego czasu. Jej zdaniem powinnam iść na medycynę. - wyjaśniłam, ale widać było, że chłopak nic nie rozumie.
W sumie ,ja też nie rozumiałam ich postanowień, o mojej przyszłości. Dorośli są dziwni. Nie chcą nawet przyjmować do wiadomości, że można połączyć pracę i pasję. Dla nich to szalone i niemożliwe. Ale na razie jestem nastolatką i nie obchodzą mnie ich przemyślenia. Dla mnie jest ważne to, co ja myślę i kropka. Ale zaraz... Przecież nie jestem pełnoletnia i jestem od nich zależna. Więc teraz muszę ukrywać moją nową
"pracę" przed nimi. Albo raczej moją pasję. To, że piszę nie będzie im raczej przeszkadzać, ale śpiewać nie mogę. Przykre, ale prawdziwe.
- Zagramy coś razem? - zaproponował blondynek.
* Austin *
Zagraliśmy z Ally jedną z jej piosenek, ale nie słychać było w jej głosie takiego zaangażowania, jak wcześniej. Była jakaś nieobecna, przygnębiona.
- Wszystko ok? - zapytałem troskliwie.
- Tak. Po prostu się zamyśliłam. Ciesze się, że podobają ci się moje piosenki, ale one raczej nie są dla ciebie. - przyznała dziewczyna ocknąwszy się.
- A jakie piosenki są według ciecie dla mnie? - zapytałem szturchając ją w ramie.
- Nie wiem. To ty musisz zadecydować o czym mamy pisać. - powiedziała oddając mi.
- Nie mam bladego pojęcia. To ty tu jesteś specem.
- Oj nie przechwalaj mnie tak, bo się w drzwiach nie zmieszczę.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że dla mnie piszesz.
- A ja nie mogę uwierzyć, że przy tobie zaśpiewałam.
- Dlaczego?
- Mam taką jakby fobię, dotyczącą występowania przed innymi.
Jak to jest, że taka utalentowana osoba, ma problem, z pokazywaniem go innym. Życie nie jest fair. Ale cóż. Ja mogę ją tylko wspierać i pomagać jej przezwyciężyć tremę. Ale czułem, że tutaj bardziej chodzi o jej mamę, a nie o nieśmiałość.
- Powinieneś zaprosić kiedyś do mnie swojego przyjaciela. Chcę znać osoby, z którymi się przyjaźnisz. - rzuciła dziewczyna, podczas gdy ja pisałem do niego SMS' a.
- Uwierz mi. Dez nie jest raczej osobą, z którą mogłabyś się dogadać. Ten chłopak ma swój własny dziwny świat. - odparłem.
- Cieszę się, że to właśnie ty będziesz dla mnie pisać. - powiedział Austin.
- Ja też. Miałam ci przynieść kilka piosenek tej TAJEMNICZEJ TEKŚCIARKI, ale chyba domyślasz się, że to ja? - zapytałam.
- Jasne. I naprawdę się z tego cieszę.
- Miło mi to słyszeć.
- Ale nie rozumiem jednego.
- Czego?
- Dlaczego wcześniej nie zajmowałaś się muzyką?
- Rodzice... To znaczy, bardziej mama, uważa, że muzyka, to marnowanie bezcennego czasu. Jej zdaniem powinnam iść na medycynę. - wyjaśniłam, ale widać było, że chłopak nic nie rozumie.
W sumie ,ja też nie rozumiałam ich postanowień, o mojej przyszłości. Dorośli są dziwni. Nie chcą nawet przyjmować do wiadomości, że można połączyć pracę i pasję. Dla nich to szalone i niemożliwe. Ale na razie jestem nastolatką i nie obchodzą mnie ich przemyślenia. Dla mnie jest ważne to, co ja myślę i kropka. Ale zaraz... Przecież nie jestem pełnoletnia i jestem od nich zależna. Więc teraz muszę ukrywać moją nową
"pracę" przed nimi. Albo raczej moją pasję. To, że piszę nie będzie im raczej przeszkadzać, ale śpiewać nie mogę. Przykre, ale prawdziwe.
- Zagramy coś razem? - zaproponował blondynek.
* Austin *
Zagraliśmy z Ally jedną z jej piosenek, ale nie słychać było w jej głosie takiego zaangażowania, jak wcześniej. Była jakaś nieobecna, przygnębiona.
- Wszystko ok? - zapytałem troskliwie.
- Tak. Po prostu się zamyśliłam. Ciesze się, że podobają ci się moje piosenki, ale one raczej nie są dla ciebie. - przyznała dziewczyna ocknąwszy się.
- A jakie piosenki są według ciecie dla mnie? - zapytałem szturchając ją w ramie.
- Nie wiem. To ty musisz zadecydować o czym mamy pisać. - powiedziała oddając mi.
- Nie mam bladego pojęcia. To ty tu jesteś specem.
- Oj nie przechwalaj mnie tak, bo się w drzwiach nie zmieszczę.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że dla mnie piszesz.
- A ja nie mogę uwierzyć, że przy tobie zaśpiewałam.
- Dlaczego?
- Mam taką jakby fobię, dotyczącą występowania przed innymi.
Jak to jest, że taka utalentowana osoba, ma problem, z pokazywaniem go innym. Życie nie jest fair. Ale cóż. Ja mogę ją tylko wspierać i pomagać jej przezwyciężyć tremę. Ale czułem, że tutaj bardziej chodzi o jej mamę, a nie o nieśmiałość.
- Powinieneś zaprosić kiedyś do mnie swojego przyjaciela. Chcę znać osoby, z którymi się przyjaźnisz. - rzuciła dziewczyna, podczas gdy ja pisałem do niego SMS' a.
- Uwierz mi. Dez nie jest raczej osobą, z którą mogłabyś się dogadać. Ten chłopak ma swój własny dziwny świat. - odparłem.
niedziela, 16 marca 2014
Rozdział 5
- Ally! Ally! - próbowałem wyciągnąć dziewczynę z transu.
- Przepraszam. Zamyśliłam się. - odpowiedziała dziewczyna.
- Jeśli chodzi o ten pamiętnik, to i tak i tak przeleciałem go tylko oczami, bo myślałem, że może znajdę tam jakieś nazwiska. - uspokoiłem ją.
- Pewnie to, że zamiast nazwisk i imion piszę inicjały ci nie pomogło. - przyznała.
- Nie za bardzo.
- Ale na prawdę, nie masz za co przepraszać. Ja zrobiłabym to samo.
- To się na mnie nie gniewasz?
- Nie gniewam.
Po moich długich przeprosinach pomaszerowałem do mojego domu przynieść przyjaciółce zeszyt.
Nie trwało to długo, bo mieszkaliśmy o kilka metrów od siebie.
*Ally*
Bardzo miło mi się zrobiło, gdy Austin za wszelką cenę chciał, abym mu wybaczyła. Ale nie musiał, bo nie byłam na niego zła. Miałam tylko nadzieję, że nie czytał moich piosenek, które tak wpisywałam. Podczas, gdy chłopak poszedł do swojego domu przynieść zgubę, ja czekałam na niego na dole. Zaczęło mi się nudzić, więc usiadłam przy pianinie i zagrałam jeden z utworów mojego autorstwa. Nawet nie zauważyłam, kiedy blondyn wszedł do mieszkania.
- Masz niesamowity głos! - pochwalił mnie.
- Eee tam. Nic wielkiego. - odparłam.
- Na prawdę. Cudnie śpiewasz.
- Dzięki.
- To była twoja piosenka? Jeszcze nigdy jej nie słyszałem.
- Tak... - przyznałam nieśmiało.
Wtedy blondyn dosiadł się do mnie i zaczął grać to samo co ja.
- Piosenka świetna, ale tempo trochę za wolne. - przyznał.
- Może lepiej tak? - zapytałam grając kilka melodii.
- Idealnie. Mogę to zagrać z tobą? - poprosił.
- Oczywiście. Siadaj obok. - zezwoliłam.
Pierwszy raz grałam z kimś i się przy nim nie krępowałam. Było wręcz przeciwnie. Ta chwila mogła trwać wieczność. Poczułam, że naprawdę kocham muzykę i chcę się tym w życiu zajmować. Byłam jednak zbyt nieśmiała i bałam się, że coś nie wypali, nie uda się i na zawsze zamknę się w sobie. Czułam jednak, że Austin mi pomoże i będzie mnie wspierał, a ja będę wspierała jego.
- Posłuchaj... - zaczęłam - Pamiętasz, jak zapytałeś mnie, czy nie znam żadnej tekściarki?
- Pamiętam. - odpowiedział.
- Długo nad tym myślałam, ale postanowiłam, że będę dla ciebie pracować. - dokończyłam.
- Serio!? - zapytał z niedowierzaniem.
- Serio. Nie będzie to łatwe, ale poradzimy sobie jakoś i przezwyciężymy wszystkie trudności, które będą kłaść nam się pod nogi. - wyznałam.
- Ale ty wiesz, że to jest muzyka, a nie gra o przetrwanie? - zaśmiał się, a ja zrobiłam to samo.
- Przepraszam. Zamyśliłam się. - odpowiedziała dziewczyna.
- Jeśli chodzi o ten pamiętnik, to i tak i tak przeleciałem go tylko oczami, bo myślałem, że może znajdę tam jakieś nazwiska. - uspokoiłem ją.
- Pewnie to, że zamiast nazwisk i imion piszę inicjały ci nie pomogło. - przyznała.
- Nie za bardzo.
- Ale na prawdę, nie masz za co przepraszać. Ja zrobiłabym to samo.
- To się na mnie nie gniewasz?
- Nie gniewam.
Po moich długich przeprosinach pomaszerowałem do mojego domu przynieść przyjaciółce zeszyt.
Nie trwało to długo, bo mieszkaliśmy o kilka metrów od siebie.
*Ally*
Bardzo miło mi się zrobiło, gdy Austin za wszelką cenę chciał, abym mu wybaczyła. Ale nie musiał, bo nie byłam na niego zła. Miałam tylko nadzieję, że nie czytał moich piosenek, które tak wpisywałam. Podczas, gdy chłopak poszedł do swojego domu przynieść zgubę, ja czekałam na niego na dole. Zaczęło mi się nudzić, więc usiadłam przy pianinie i zagrałam jeden z utworów mojego autorstwa. Nawet nie zauważyłam, kiedy blondyn wszedł do mieszkania.
- Masz niesamowity głos! - pochwalił mnie.
- Eee tam. Nic wielkiego. - odparłam.
- Na prawdę. Cudnie śpiewasz.
- Dzięki.
- To była twoja piosenka? Jeszcze nigdy jej nie słyszałem.
- Tak... - przyznałam nieśmiało.
Wtedy blondyn dosiadł się do mnie i zaczął grać to samo co ja.
- Piosenka świetna, ale tempo trochę za wolne. - przyznał.
- Może lepiej tak? - zapytałam grając kilka melodii.
- Idealnie. Mogę to zagrać z tobą? - poprosił.
- Oczywiście. Siadaj obok. - zezwoliłam.
Pierwszy raz grałam z kimś i się przy nim nie krępowałam. Było wręcz przeciwnie. Ta chwila mogła trwać wieczność. Poczułam, że naprawdę kocham muzykę i chcę się tym w życiu zajmować. Byłam jednak zbyt nieśmiała i bałam się, że coś nie wypali, nie uda się i na zawsze zamknę się w sobie. Czułam jednak, że Austin mi pomoże i będzie mnie wspierał, a ja będę wspierała jego.
- Posłuchaj... - zaczęłam - Pamiętasz, jak zapytałeś mnie, czy nie znam żadnej tekściarki?
- Pamiętam. - odpowiedział.
- Długo nad tym myślałam, ale postanowiłam, że będę dla ciebie pracować. - dokończyłam.
- Serio!? - zapytał z niedowierzaniem.
- Serio. Nie będzie to łatwe, ale poradzimy sobie jakoś i przezwyciężymy wszystkie trudności, które będą kłaść nam się pod nogi. - wyznałam.
- Ale ty wiesz, że to jest muzyka, a nie gra o przetrwanie? - zaśmiał się, a ja zrobiłam to samo.
sobota, 15 marca 2014
Rozdział 4
*Ally*
Miesiąc później
Przez ostatni miesiąc ja i Austin bardzo się zżyliśmy. Dziś przychodzi do mnie pomóc w wykończeniu pokoju.
- Witaj Austin. - powiedział mój tata uchylając wejściowe drzwi.
- Dzień Dobry panie Dawson. - przywitał się, jak zawsze uśmiechnięty Austin.
- Ally jest w swoim pokoju. - oznajmił tata.
Gdy tata i blondasek rozmawiali jeszcze chwilkę w przedpokoju, ja szybko zeszłam na dół przywitać się z przyjacielem.
- Cześć! - powiedziałam, mocno go przytulając.
-Cześć! - odparł, gdy skończyliśmy.
Po naszym przywitaniu poszliśmy do garażu po farbę i drabinę. Kiedy wszystko było przygotowane, wzięliśmy się za malowanie. Austin pomalował ścianę z oknem, a ja równoległą. Kończąc swoją działkę chłopak podszedł do mnie, bo mi tak dobrze nie szło. Gdy rozmawialiśmy moja drabina się przewróciła i spadłam prosto na nieszczęsnego Austina, który przy okazji został polany farbą. Jego spojrzenie mówiło tylko jedno: " Uciekaj, albo zabierz stąd tą farbę, bo jak nie...". Postanowiłam jednak uciec. Sama nie wiem, kiedy znalazłam się na podłodze cała kolorowa. Bawiliśmy się tak jeszcze około pół godziny, bo Trish nam przeszkodziła.
- Co tu się dzieje... - zapytała patrząc na moje ręce, które trzymały puszkę z kolorową mazią nad głową Austina.
- Nic takiego. - odparłam czerwona.
- Pomagam Ally w wykończeniu pokoju. - powiedział zmieszany.
- Myślałam, że to się inaczej robi. - odpowiedziała ironicznie.
Mam szczęście, że pomieszczenie było już pomalowane, ponieważ zużyliśmy całą farbę na nasze igraszki.
Przyszła pora na skręcenie mebli. Tym razem pomagała nam Trish. Austin skręcał mi łóżko, a ja i czarnowłosa siedziałyśmy na podłodze zajadając się chipsami.
- Może byście mi pomogły. - żalił się brązowooki.
- Zaraz. Dopiję tylko mój sok. - odarła Trish.
- A ja w sumie już odpoczęłam, więc mów co mam robić szefie. - zaśmiałam się.
Austin poinstruował mnie jak mam złożyć szafę na ubrania i biurko. Moja przyjaciółka zajęła się komodom, a blondasek kończył swoją działkę. Na ostatnim miejscu naszych dzisiejszych prac było poukładanie rzeczy na półkach.
- Serio. Teraz sobie poradzę sama. - podziękowałam.
- Ale ja na serio chcę ci pomóc. - upierał się przyjaciel.
Po długich prośbach przyjaciela zgodziłam się na jego pomoc w tak prostym zadaniu. Chłopak przyniósł pudło z moimi książkamki.
*Austin*
Ally zajrzała do pudełka, które jej przyniosłem. Wyglądała jednak blado przeglądając dokładnie jego zawartość.
- Coś się stało? - zapytałem troskliwie.
- Zgubiłam swój pamiętnik. - powiedziała załamana.
W tam tym momencie przypomniał mi się zeszyt, który leżał na drodze. Nie wiedziałem co mam powiedzieć przyjaciółce. Czytałem kilka krotnie notes, w celu odnalezienia właściciela.
- Ally... - zacząłem.
- Hmm? - zapytała patrząc na mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami.
- Bo... Ja... Ja wiem, gdzie jest ten zeszyt. - odparłem zmieszany.
- Na prawdę?! Gdzie?!
- Znalazłem go kiedyś na ulicy i ...
- Zabrałeś go.
- Tak. Ale naprawdę nie wiedziałem, że jest twój.
- Nic nie szkodzi. Rozumiem cię. Tylko szybko mi go daj!
- Przeprasza cię, ale ja przeczytałem go kilka razy.
Po tych słowach twarz dziewczyny skamieniała.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Proszę. Ciąg dalszy nastąpił :D. Mam nadzieję, że się podoba.
Miesiąc później
Przez ostatni miesiąc ja i Austin bardzo się zżyliśmy. Dziś przychodzi do mnie pomóc w wykończeniu pokoju.
- Witaj Austin. - powiedział mój tata uchylając wejściowe drzwi.
- Dzień Dobry panie Dawson. - przywitał się, jak zawsze uśmiechnięty Austin.
- Ally jest w swoim pokoju. - oznajmił tata.
Gdy tata i blondasek rozmawiali jeszcze chwilkę w przedpokoju, ja szybko zeszłam na dół przywitać się z przyjacielem.
- Cześć! - powiedziałam, mocno go przytulając.
-Cześć! - odparł, gdy skończyliśmy.
Po naszym przywitaniu poszliśmy do garażu po farbę i drabinę. Kiedy wszystko było przygotowane, wzięliśmy się za malowanie. Austin pomalował ścianę z oknem, a ja równoległą. Kończąc swoją działkę chłopak podszedł do mnie, bo mi tak dobrze nie szło. Gdy rozmawialiśmy moja drabina się przewróciła i spadłam prosto na nieszczęsnego Austina, który przy okazji został polany farbą. Jego spojrzenie mówiło tylko jedno: " Uciekaj, albo zabierz stąd tą farbę, bo jak nie...". Postanowiłam jednak uciec. Sama nie wiem, kiedy znalazłam się na podłodze cała kolorowa. Bawiliśmy się tak jeszcze około pół godziny, bo Trish nam przeszkodziła.
- Co tu się dzieje... - zapytała patrząc na moje ręce, które trzymały puszkę z kolorową mazią nad głową Austina.
- Nic takiego. - odparłam czerwona.
- Pomagam Ally w wykończeniu pokoju. - powiedział zmieszany.
- Myślałam, że to się inaczej robi. - odpowiedziała ironicznie.
Mam szczęście, że pomieszczenie było już pomalowane, ponieważ zużyliśmy całą farbę na nasze igraszki.
Przyszła pora na skręcenie mebli. Tym razem pomagała nam Trish. Austin skręcał mi łóżko, a ja i czarnowłosa siedziałyśmy na podłodze zajadając się chipsami.
- Może byście mi pomogły. - żalił się brązowooki.
- Zaraz. Dopiję tylko mój sok. - odarła Trish.
- A ja w sumie już odpoczęłam, więc mów co mam robić szefie. - zaśmiałam się.
Austin poinstruował mnie jak mam złożyć szafę na ubrania i biurko. Moja przyjaciółka zajęła się komodom, a blondasek kończył swoją działkę. Na ostatnim miejscu naszych dzisiejszych prac było poukładanie rzeczy na półkach.
- Serio. Teraz sobie poradzę sama. - podziękowałam.
- Ale ja na serio chcę ci pomóc. - upierał się przyjaciel.
Po długich prośbach przyjaciela zgodziłam się na jego pomoc w tak prostym zadaniu. Chłopak przyniósł pudło z moimi książkamki.
*Austin*
Ally zajrzała do pudełka, które jej przyniosłem. Wyglądała jednak blado przeglądając dokładnie jego zawartość.
- Coś się stało? - zapytałem troskliwie.
- Zgubiłam swój pamiętnik. - powiedziała załamana.
W tam tym momencie przypomniał mi się zeszyt, który leżał na drodze. Nie wiedziałem co mam powiedzieć przyjaciółce. Czytałem kilka krotnie notes, w celu odnalezienia właściciela.
- Ally... - zacząłem.
- Hmm? - zapytała patrząc na mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami.
- Bo... Ja... Ja wiem, gdzie jest ten zeszyt. - odparłem zmieszany.
- Na prawdę?! Gdzie?!
- Znalazłem go kiedyś na ulicy i ...
- Zabrałeś go.
- Tak. Ale naprawdę nie wiedziałem, że jest twój.
- Nic nie szkodzi. Rozumiem cię. Tylko szybko mi go daj!
- Przeprasza cię, ale ja przeczytałem go kilka razy.
Po tych słowach twarz dziewczyny skamieniała.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Proszę. Ciąg dalszy nastąpił :D. Mam nadzieję, że się podoba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)