wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 17

- Na razie. - rzuciłam i zamknęłam laptopa.
 Usiedliśmy z Austin' em na łóżku. Siedzieliśmy w ciszy. Ale nie takiej miłej, jak na przykład podczas spaceru, tylko w takiej niezręcznej ciszy, jak na przykład... po tym, co się wydarzyło, a raczej prawie wydarzyło przed sekundą. 
- Nie no, zaraz nie wytrzymam. - odezwał się, a raczej wrzasnął blondasek. Zmarszczyłam czoło udając nic nierozumiejącą.
 - Proszę cię. Nic takiego się nie stało. Najlepiej o tym zapomnieć i kropka.
- Ale o czym? - odparłam pół żartem, przez co oberwałam poduszką.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że masz ładny oddech? - zapytał po sekundzie.
- Nie.
- No to, masz ładny oddech.
- Dzięki, chyba. Ale skąd ty...
- Stałem kilka centymetrów przed tobą, a nawet nie wiem, czy nie milimetrów. Tylko ja wiem, jak ładnie pachniesz z bliska.
- Nie tylko ty. - sprostowałam. 
- Co?!
- Jack też coś nie coś o tym wie. - powiedziałam zadziornie.
- Przepraszam, chyba coś źle usłyszałem.
- Wcale, że nie. On mnie całował, a nie tylko stał obok.
- Jeszcze raz zapytam, CO?!
- Nico. Baj baj. - odparłam otwierając okno.
- Cześć. - chłopak pocałował mnie w policzek i zniknął gdzieś wśród rozgałęzionego drzewa.
 Stałam w nim dłuższą chwilkę, czekając, aż blondasek zapali światło i znów będę mogła powiedzieć mu dobranoc. Wyczekiwania przerwał mi jednak kawałek piosenki, którą ostatnio napisałam dla PERFECT, czyli innymi słowy dzwonek mojego telefonu.
- Taylor. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
 Odebrałam połączenie i usłyszałam rozgniewaną przyjaciółkę.
- Ty sobie z nas jaja robisz?! - zapytała podirytowana.
- Też miło cię słyszeć.
- Nie odbierasz telefonów, ani ode mnie, ani od bliźniaków. Nie odpisujesz na SMS-y. Nie dajesz żadnego znaku życia. Wymieniać dalej? - ciągnęła swoją monotonną wypowiedź niczym moja mama, jak uciekłam na imprezę. Bla, bla, bla. - Myślałam, że się przyjaźnimy.  Powinnaś zadzwonić choć raz w tygodniu.
- Przepraszam, ale miałam dużo na głowie.
- Czyli jest chłopak.
- Nie chłopak, tylko przyjaciel. I tak. Przez niego nie miałam czasu.
- To opowiadaj o tym " przyjacielu ". Zaraz, zaraz... A Jack?!
- Nie jesteśmy już razem. Rzucił mnie, nie wiem czemu...
- Przecież powiedział, że jedzie się z tobą zobaczyć.
- I zobaczył.
- Wpuściłaś go do domu?
- Ale nie zabalował tu długo. Austin zaraz go wyprosił.
- Kto?
- Och. - westchnęłam ciężko. - Mój przyjaciel.
- Austin, ładnie. Ale skupmy się teraz na Jacku. Jak cię rzucił?
- Przez SMS-a.
- A to kretyn jeden. Bidulko ty moja. Jak to zniosłaś?
- Jako tako. Nie załamałam się tylko dla tego, że Austin mnie wspierał. Czasami odnoszę wrażenie, że jest dla mnie jak brat. Często mam go dość, ale nawet minuty sobie bez niego nie wyobrażam. - usłyszałam cichy śmiech.
- No, teraz rozumiem, czemu się tak szybko pozbierałaś. - śmiała się dalej.
- Ha, ha, ha. To tylko przyjaciel, nic więcej.
- Proszę cię. Wierzysz w przyjaźń damsko - męską.
- Tak, bo obie do takiej należymy.
- Co?
- A Brady i Brad.
- Oj kochana, to to zupełnie inna sprawa. Bliźniaki z nami pracują, podkreślając NAMI.
- Dobrze, więc Austin i ja też razem pracujemy, a poza tym oprócz niego jest jeszcze Dez i Trish.
- Ok. Ale wycofam podejrzenia, jak go poznam. Zabierasz ich na ślub?
- Tak, tak. Ma nadzieję,, że mama dała wam zaproszenia.
- Dała. Nie musisz się niczym martwić. 
- A jak wasza nowa płyta?
- Właśnie. À propos  płyty. Gabe napomniał coś na temat duetu, czy coś w tę mańkę.
- Wiem. Macie zaśpiewać wraz z jakimś artystą. Tylko na razie na nic się nie zgadzajcie. Jak coś to mów, że szczegóły związane z płytą proszę omawiać z menadżerką, jasne?
- Jak słońce.
- Dobra, to ja już będę kończyła. Ucałuj chłopków.
- A ty Trish.
Gdy nasza rozmowa dobiegła końcu postanowiłam położyć się spać. Jutro przede mną ciężki i pracowity dzień. Nie dość, że szkoła, to jeszcze muszę porozmawiać z Jack' iem, załatwić loty do Los Angeles, zająć się płytą przyjaciół. A tak w ogóle, to ja jestem ich menadżerką. I nie tylko. Kompozytorką i najlepszą przyjaciółką też. Bardzo za nimi tęsknię. Mam tylko nadzieję, że znajdą wspólny język z tymi nowo poznanymi przyjaciółmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz