- Nigdy nawet nie pomyślałabym, że znajdę w tym wielkim świecie kogoś takiego jak ty. - wyznała dziewczyna, po czym objąłem ją ramieniem.
- Ja też. Taki przyjaciel jak ty to ogromny skarb. - odparłem patrząc jej w oczy.
Nie były już smutne, ale pełne ciepła i otuchy. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Myślałem już, że zapomniała, o poprzednim wydarzeniu.
- Jack może się przy tobie schować w kąt. - powiedziała.
- A kto to Jack? - zapytałem, ale znałem już odpowiedź.
- Ten kretyn, przez którego potłukłam szklanki! - odpowiedziała ze wściekłością dziewczyna.
- Ally. - powiedziałem spokojnie. - Teraz myśl tylko o sobie. Zaraz zaczyna się szkoła, a ja obiecuję, że nie odstąpię cię w niej nawet na krok. - oznajmiłem.
- Jesteś kochany.
- To cały ja.
- Jak to jest, że tyle już żyję, a spotkałam cię dopiero teraz?
- Mógłbym powiedzieć to samo, ale nie powiem, bo jestem zdania, że lepiej późno, niż wcale.
Szatynka wybuchnęła śmiechem, a ja do niej dołączyłem. Po skończonych wygłupach siedzieliśmy nie odzywając się do siebie nawet słowem. Tą przyjemną ciszę przerwał telefon skierowany do Ally.
- Halo? - zapytała dziewczyna.
Rozmawiała tak około pół godziny, ale wyszła z pokoju, bo chyba nie chciała, abym słyszał, o czym mówiła.
Wyszła, znów przybita i przygnębiona.
- Kto dzwonił? - zapytałem.
- Nikt taki.
- A ja jednak myślę, że to był ktoś ważny.
- Dlaczego?
- Bo zawsze jak mówisz " Nikt taki ", to okazuje się, że to był właśnie " Ktoś taki ".
- Tym razem się mylisz. Mama dzwoniła, zapytać jak się czuję. Napisałam jej, że Jack ze mną zerwał.
Rzuciła to tak beznamiętnie, że zbiła mnie z tropu.
- Ale czemu jesteś smutna?
- Ponieważ moja mama jest zaręczona i ma brać ślub. Ale data ślubu pokrywa się z urodzinami ojca.
Nie wiem, co mam zrobić. Odkąd przyjechałam mieliśmy tylko jeden dzień " Ojca i córki ". - powiedziała ze smutkiem.
- Mam pomysł. Zaproś swojego ojca na kolację. Moi rodzice też tam będą. To chyba dobrze jeśli się poznają, nie? - zaproponowałem.
- Jesteś geniuszem. A urodziny zrobię mu kilka dni przed wyjazdem. - wykrzyczała.
- Ok. To teraz się uśmiechniesz? - poprosiłem.
Szatynka wykonała prośbę.
- To teraz muszę tylko kogoś zaprosić. Nie wiem kogo. Trish ma osobne zaproszenie i ona też musi kogoś zaprosić. - żaliła się.
- Możesz wziąć mnie. - rzuciłem.
- Ciebie???
- No... tak.
- Fajnie, że chciałbyś iść, ale...
- Będziesz się dziwnie czuła.
- Troszkę...
- Sama mówiłaś, że jestem twoim najlepszym przyjacielem.
- Dobra. Pójdziesz ze mną na to wesele.
Jej ida razem na wesela ida razem na wesele !!! Jej !!
OdpowiedzUsuń