wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 12

Naszym oczom ukazał się amatorsko nagrany przez komórkę filmik, ludzi łudząco nas przypominających. Chłopak biegał dookoła ławki i próbował złapać dziewczynę, która przed nim uciekała.
- Co to za kretyni? - zapytałem przez śmiech.
- Oooo. Ładnie tak siebie nazywać? - zapytała ironicznie Trish.
- Zabiję cię! - zagroziła Dezowi Ally.
-Trish! Łap i uciekaj! - zawołał rudzielec rzucając przyjaciółce nową " kamerę ".
Teraz to oni uciekali przed nami jak dzieci. My tylko spokojnie staliśmy i nagrywaliśmy cała sytuację.
- Dobra! Chodźcie ludzie. - uspokoiła ich szatynka.
Zaczął się maraton po sklepach. Odwiedziliśmy chyba tysiąc tych obiektów handlowych, ale nic. Dziewczyny nie przymierzyły nawet jednej sukienki.
- Obiecajcie, że on jest ostatni. - poprosiłem  wchodząc do tysiąc pierwszego.
- Jak nic nie znajdziemy, to dam ci kluczyki i pojedziecie do domów. - zaproponowała Ally.
- Ale, że Austin miałby prowadzić motor?! - zapytał zdenerwowany przyjaciel.
- No, a co? - wtrąciłem.
- Wiecie co? Jakoś nagle polubiłem zakupy. Więc nie muszę jeszcze wracać do domu. - zaprotestował.
Trish znalazła pięć sukienek w jej guście i poszła do przymierzalni. Ally usiadła z nami na fotelach i pomagała jako członek jury.
- Żadna mi się nie podoba! - wrzasnęła modelka.
- A możesz nam pokazać chociaż jedną? - zapytałem z wyrzutem.
- No dobra. - zgodziła się niechętnie i wyszła z garderoby.
- I? - zapytała.
- Wyglądasz cudnie. - wiwatowała szatynka.
- No! - poparliśmy.
- To co? Może być ta?
- Nie gadaj tylko kupuj!
Przyszła kolej na brązowooką przyjaciółkę. Nie wiem dlaczego mnie to nie dziwi, ale druga modelka długo wybierała kreacje.
- Chyba pójdę w spodniach. - żaliła się.
- Jak ty idziesz w spodniach, to ja bez garnituru. - odparłem uradowany, ale jak zabijała mnie wzrokiem zrezygnowałam z poprzedniego postanowienia. - Zobacz ta jest ładna. - pokazałem zieloną suknię.
- Spójrz na cenę.
- Tylko 19.40$.
- Nie 19.40, tylko 1940.
- To takie liczby w ogóle istnieją? - zapytał Dez.
- Tak! - nakrzyczała na niego Trish.
- Ale śliczna! - zawołała Ally dokładnie oglądając asymetryczną sukienkę w odcieniu białej czekolady na grubych, marszczonych ramiączkach, lekko zwężaną w talii.
- No, niczego sobie. - przyznałem.
- Cena pewnie też. - powiedziała zrezygnowana.
Spojrzała na metkę. Aż 50% przeceny. Czyli, że zamiast płacić 100$, teraz musi tylko 50$.
- Myślicie, że będzie dobrze na mnie wyglądała? - szatynka dalej próbowała znaleźć wadę stroju.
- Nie przymierzysz, to nie będziemy wiedzieć. - rzekła Patrishia.
- Może macie rację. - rozważała gładząc powoli materiał.
- Jasne, że mamy.
Dziewczyna weszła do przymierzalni.
- Ile obstawiacie? - zapytał Dez.
- Ale, że co? - dopytywałem.
- Ile będzie tam siedzieć. - uświadomiła mnie włoszka.
- Pół godziny. - obstawiłem i wyjąłem z kieszeni telefon. Rozłożyłem się wygodnie na fotelu i zająłem grą.

* Trish *
- Nie martw się. - powiedziała Ally odsłaniając zasłonę, za którą się przebierała. - Nie zajęło mi to pół godziny.
Bez wątpienia ta sukienka była dla niej stworzona. Zawsze lubiła zwiewne i eleganckie ubrania, ale to było dla niej perfekcyjne. Austin podniósł głowę znad komórki.
- Wow. - przeciągnął i szybko usiadł prosto.
- Ulala. - zawołam.
- Wyglądasz pięknie. - poparł mnie rudy.
Blondyn nie mógł nic z siebie wydusić, siedział tylko z otworzoną buzią, którą po chwili zamknął mu Dez.
- Wiecie co? Podoba mi się. Biorę. - zawołała i schowała się znów za zasłoną.
- Taaa. Austinowi też się podoba. - powiedziałam ironicznie.
Człowieku! Ogarnij się! Robisz z siebie idiotę! - otrząsnął go Dez.
- Sorry. Nie wiem co mi się stało. - przepraszam.
- Dobra. Chodźcie do kasy. - do rozsądku przywołał nas zasadniczy głos przyjaciółki.
- Jeszcze tylko buty, torebka i biżuteria. - przypomniałam.
- Tak, ale jutro mają być ponoć przeceny na akcesoria. A poza tym spójrz na chłopaków. - przypomniała mi o istnieniu tych dwóch matołów.
- Tak.
Zapłaciłyśmy za zakup i udaliśmy się do wyjścia.
- To my będziemy zmykać. - pożegnała się szatynka.
- Pa. - zawołałam, gdy odjechała już na swojej maszynie.

* Ally *
Włożyłam dzisiejszy zakup do bagażnika i zaczekałam chwilkę na blondaska, który wiązał sobie sznurówki.
- Pospiesz się. - poganiałam go.
- Już, już.
- Jak ci się podoba sukienka. - zmieniłam temat.
- Jest śliczna.
- To czemu nic nie mówiłeś?
- Właśnie dla tego.
Usiadł za mną, złapał w talii i ruszyliśmy.
- Dlaczego? - dopytywałam.
- Co " dlaczego" ?
- No, nic nie mówiłeś.
- Bo mi mowę odjęło.
Zahamowałam gwałtownie z dwóch powodów. Po pierwsze i najważniejsze : zapaliło się czerwone, po drugie: zdziwiły mnie słowa mojego przyjaciela. Poczułam jak twarz zalewa mi się rumieńcem. I choć byłam do tego przyzwyczajona, bo często się zawstydzam, to tym razem poczułam się jakoś dziwnie. Ale dziwnie w dobrym tego słowa znaczeniu. Jeśli w ogóle takie jest. Dotarliśmy pod mieszkanie i ponieważ robiło się ciemno weszliśmy do naszych domów.
*********
Słowo daje. Kiedyś zamorduję tego, kto robi te durne budziki. Macie czasem tak, że z niewiadomego powodu łeb pęka wam w szwach. Ja tak miałam teraz. Nie wiem co się ze mną dzieje. Ostatnio mam niespokojne noce. Połowę z nich nie przesypiam zadręczana myślami o życiu, a drugą połowę mam straszne koszmary. Zawsze mogłam się pochwalić spokojnym snem. Ale teraz... Czuję się jakbym była po tygodniu pracy bez ani minutki przerwy. Do tego jeszcze ten okropny szum w uszach. Usiadłam na skraju łóżka i zebrałam wszystkie myśli. Weszłam do łazienki i umyłam zęby. Włosy postanowiłam rozpuścić. Przygotowałam sobie purpurową bluzkę na ramiączkach, rozszerzaną do dołu, czarne rurki i baleriny pod kolor bluzki. Na szyi zawiesiłam mój talizman, czyli naszyjnik z imieniem, a na nos wsunęłam okulary przeciwsłoneczne. Efekt był zadowalający. Zeszłam na dół, gdzie czekał już mój tata. Przywitałam się z nim i zajęłam się śniadaniem. Postanowiłam zrobić jajecznicę, ale gdy spojrzałam na zegarek, wskazujący siódmą trzydzieści zrobiłam dwa tosty z dżemem. Szybko je zjadłam.
- Jak tam córciu w szkole? - zapytał ojciec.
- Nawet dobrze.
- Poznałaś kogoś, czy ja wiem. Fajnego, że tak to ujmę.
- Nie. Ale obiecuję tatusiu: jak ktoś mi wpadnie w oko, to będziesz wiedział o tym pierwszy. - oznajmiłam zachowując przy tym powagę, lecz z uśmiechem.
- Miejmy nadzieję . Pamiętaj tylko, że mam swoje źródła.
- O imieniu Trish, Dez, czy Austin?
- Co trzy głowy, to nie jedna. - powiedział wykorzystując, trochę przekręcone, ale nadal kolejne przysłowie.
- Pa. - rzuciłam zamykając drzwi.
Miałam jeszcze troszkę czasu, więc mogłam bez pośpiechu spacerować w stronę szkoły. Moja głowa była pełna różnych myśli, ale ja skupiałam się na jednej: " co będzie dalej? " Nowy członek rodziny, nowe znajomości, nowa szkoła, nowy dom. Podsumowując, nowe życie. Chciałam iść do przodu, poznawać nowe miejsca, nowych przyjaciół. Ale czy dobrze zrobiłam opuszczając LA? Tam wszystko było tak, jak chciałam. Rodzina, przyjaciele, miłość. Jedyne, czego mi brakowało to moja ukochana muzyka. Tu co prawda też mam przyjaciół, ojca, ale to nie to samo. W moim sercu wciąż pozostaje niezapełnione miejsce. Pustka, której nie mogę napełnić. Czy to znak? Może powinnam wrócić? Ale nie mogę tego zrobić. Już za późno.
- Zgadnij kto. - wyszeptał znany mi, męski głos, którego ręce zasłaniały moje oczy.
- Nie wiem... Może, Abraham Lincoln?
- Tak i od razu jeszcze Merlin Monroe. - powiedział sarkastycznie ten ktoś.
Nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam pod czerwony mur szkoły. Z tego co udało mi się zaobserwować, była to duża szkoła. Liceum, łączone z gimnazjum. Miała około sto klas. Były dobrze wyposażone, pod względem naukowym i nowoczesnym. W sali multimedialnej znajdowała się tablica dotykowa, oraz projektor i szkolny laptop. Sala przyrodnicza była uzupełniona w mikroskopy, próbki, wszelkie atlasy pomocnicze, a klasa historyczna natomiast przechowywała globusy, mapy... Każde pomieszczenie było zielone, lub żółte. Podwójne ławki nie były może szczytem wygody, ale były zadbane i niezniszczone. Na korytarzu znajdowały się szafki, które uczeń mógł dowolnie ozdabiać. W stołówce znajdował się parkiet, na którym stał jeden duży stolik, zarezerwowany dla szkolnej elity.
- Ej, co ty taka zamyślona? - zapytał Austin, czyli ten ktoś.
- Mam ciężki dzień. - odparłam.
- Acha. Nie wnikam.
- Co dziś mamy pierwsze? - zmieniłam temat.
- Chyba chemię.
- O nie.
- Czemu? Babka nawet nie zadaje prac domowych. Cały czas szuka swoich okularów.
- Nie, nie oto mi chodziło. Komórka mi padła.
- A gdzie Dez i Trish? - zapytał zmartwiony.
- Dziś mają na dziewiątą.
Biegnąc dotarliśmy pod salę chemiczną. Po zajęciu miejsc do klasy weszła nauczycielka. W rękach trzymała tony papierów, książek, zeszytów, kalendarzy i innych takich. Z tego co wiem, była to osoba, która lubiła zapisywać wszystko, nawet najmniejszą drobnostkę, aby o niej nie zapomnieć. Miała siwe kręcone i krótko przycięte włosy. Ta niska kobieta była lekko przy kości i, jak przystało na chemiczkę, nosiła śnieżno biały kitel. Na nosie przechowywała czerwone okulary, pod warunkiem, że nie szukała bezsensownie tej zguby, znajdującej się na jej głowie.
   Lekcja mijała w miarę szybko. Przygotowanie do nadchodzących tematów, BHP, kryteria oceniania i tego typu, wypływały z ust wykładowcy, jak z maszyny. Ledwo, co zdążałam robić zapiski z najważniejszymi punktami. Po wyczekiwanym przeze mnie dzwonku, wszyscy rozeszli się po korytarzach. Tumy nastolatków, pragnących odpoczynku kłębiło się przy szafkach. Wśród nich dostrzegłam swoich przyjaciół - Trish i Deza.
- O! Ally! - machali mi z oddali.
- Cześć! - ciepło ich powitałam.
- Jak tam pierwsza lekcja? - wypytywała mnie przyjaciółka.
- Nauczycielka od chemii najpierw szukała okularów, a później gadała coś o BHP itd. - śmiałyśmy się razem z niesfornej pani Dubney, jak na fantastycznej komedii.
- Hej dziewczyny! - Dez dał o sobie znać - Gdzie Austin?
- Nie wiem. Ostatni raz widziałam go pod salą chemiczną.
- To chodźmy go poszukać.
- BU! - zza szafek wyskoczyła nasza zguba.
- Uwaga! Straszny potwór z księżyca atakuje. - zaśmiałam się.
- Czemu akurat z księżyca. - zdziwił się blondasek.
- A jak się podpisujesz? - dążyłam do odpowiedzi pytaniami.
- No, Austin Moon.
- Właśnie. Moon.
- Aa. - przeciągnął - To było dobre.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz